TOP10 skandali

by - 2:42 PM

 

Cóż to byłby za świat bez skandali! Świat skoków, jak niestety każde środowisko, też posiada swoje grzeszki i przewinienia. Niektóre z nich były głośne, niektóre zaś zamiatane pod dywan tak, że dopiero po latach dowiadujemy się pikantnych szczególików. Dlatego dziś zebraliśmy dla Was TOP10 skocznych skandali. Tak w sam raz na rozluźnienie przed świętami, między ubraniem choinki a wyszorowaniem podłogi.

10. Krok w kolanach nie tylko w hip-hopowych utworach

Zawodnikom w osiąganiu dobrych rezultatów pomagają nie tylko trenerzy i program ćwiczeń, ale także nowinki techniczne. Niewielka modyfikacja może uczynić ogromną różnicę. Czasami różnice są trudne do zobaczenia, czasami jednak wykraczają poza regulamin w taki sposób, że nie może to przejść bez echa. Mistrzami w tym byli Austriacy, którzy w sezonie 2002/2003 zaprezentowali szeroką gamę świetnych zawodników. Ich sekret wyszedł szybko na jaw. Mianowicie mocno obniżony krok, który zwiększał powierzchnię nośną, co pozwalało na nieco dłuższe loty. FIS zdecydował się zareagować błyskawicznie i od kolejnego sezonu krój ten wpadł na czarną listę. To nie był jednak koniec malwersacji. Mimo iż Austriacy nieco się opanowali, tak masowe dyskwalifikacje za strój dla drużyny norweskiej wywołują pewne wspomnienia. Kto wie co tam u nich w gatkach w kombinezonach gra?

9. Feminizm w skokach, a właściwie jego kompletny brak 

To, że skoki pań i panów się różnią wiemy dobrze. I nie chodzi tylko o to, z której belki skaczą panie, a o całokształt. Skoki pań są zdecydowanie tematem świeższym, bądźmy jednak szczerzy - FIS nie robi nic, aby pomóc kobietom osiągnąć to, co panowanie. Najlepszym przykładem są tegoroczne zmiany w kalendarzu - kiedy wypadły konkursy w Azji, panowie natychmiast dostali konkursy zastępcze. Panie natomiast... nie dostały nic, co na twitterze skomentowała ostatnio Maren Lundby oraz jej rodaczka, Silje Opseth. Ponadto, inauguracja konkursów pań nastąpiła dopiero niedawno, w Ramsau, podczas gdy mężczyźni skaczą już od miesiąca. FIS postarał się także o szereg konkursów w styczniu w męskim kalendarzu, podczas gdy panie mają ponad miesiąc wolnego. Kolejną sprawą jest fakt, iż kobiety już od kilku sezonów walczą o możliwość lotów na mamutach, czego kategorycznie odmawia Sandro Pertile i jego towarzysze. Oficjalną informacją jest rzekomy brak doświadczenia pań (co jest nieco śmiesznym argumentem, biorąc pod uwagę, iż Maren Lundby miałaby mieć mniejsze doświadczenie, niż norwescy juniorzy, którzy brani są na mamuty o wiele chętniej), jednak myślę, że każdy z nas słyszał w dzieciństwie przysłowie "czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał". No chyba że FIS wierzy w jakąś magiczną moc kobiet, które bez treningów i zbierania doświadczenia pewnego dnia obudzą się w pełni gotowe do lotów, jak po prostu .... znikąd. Takie przykłady można by mnożyć, dlatego dodajmy tyle, iż Maren Lundby nadal nie otrzymała swojej nagrody za zeszły sezon.

8. Pogrom Austriaków, czyli afera covidowa

2020 rok i koronawirus nie mógł nie dotknąć także skoków. Za sobą mamy już pierwszą aferę covidową i to w kadrze Austrii - kadrze, która po pierwszych skokach w Wiśle miała chrapkę na sam Puchar Narodów, a przynajmniej na podium. Już po pierwszych zawodach dotarły głosy o pierwszych zakażeniach. Na pierwszy okiem poszli Philipp Aschenwald i Gregor Schlierenzauer oraz ich trener - Andreas Widhoelzl. Zarażony okazał się także jego asystent - Robert Treitinger. Do dwóch kadrowiczach zaraz dołączyli kolejni - Stefan Kraft i Michael Hayboeck. Szybko wydało się, kto stoi za tą haniebną sytuacją - Robert Treitinger, który, zdaniem związku, nie przestrzegał surowych wymogów sanitarnych. Wielu działaczy i sportowców również nie było zaskoczonych, że to akurat reprezentacja Austrii zaliczyła taką wpadkę. No cóż, biorąc pod uwagę fakt, iż to jedyna nacja z masowymi zarażeniami, daje nam to trochę do myślenia.

7. Gesty Schlierenzauera i Laniska

Nie tylko nam przed telewizorami często puszczają nerwy - a co mają powiedzieć zawodnicy, których wszelaka niesprawiedliwość w skokach dotyczy bezpośrednio? Sędziowie i technicy oraz dyrektorzy nie zawsze mają rację i kilkakrotnie zdarzało im się popełnić błędy albo podjąć niekoniecznie przemyślane decyzje. Część skoczków swoje żale tłumiła w sobie, inni natomiast wyrażali swoje zdanie głośno - a właściwie za pomocą gestów. Do historii przeszedł gest Gregora Schlierenzauera, który w 2009 roku, po upadku po locie na 224 metry odwrócił się w kierunku wieży sędziowskiej i wyraźnie popukał się w czoło. Pomimo fali krytyki nie spotkała go żadna kara. O ile natomiast Gregor zawsze uchodził za niepokornego młodzieńca, tak dwaj inni zawodnicy sprawiali odmienne wrażenie. Podobne gesty (pukanie się w czoło) kilkukrotnie prezentował Jurij Tepes. W jego przypadku również nie wyciągnięto konsekwencji. Natomiast gdy panowanie nad sobą stracił Anze Lanisek, pokazując jury środkowy palec, został on zdyskwalifikowany. Czyżby nawet tu panował podział na równych i równiejszych?

6. Kilogramy w dół, czyli waga piórkowa

Waga liczy się w każdym sporcie, a w skokach szczególnie. Często im niższa tym lepiej. Im skoczek jest lżejszy, tym krótszych nart może użyć, co pozwala mu na dłuższe skoki. Wiemy jednak, iż zbyt niska waga w stosunku do wzrostu jest bardzo niebezpieczna dla zdrowia. Pierwszą osobą mówiącą otwarcie o swoich problemach był Sven Hananwald, który po zakończeniu kariery wyznał, iż chorował na depresję i anoreksję. Przy wzroście 1,84 cm, Niemiec ważył zaledwie 60kg. Mimo iż to on rozpoczął ten temat, jest praktycznie pewne, że nie był i nie jest jedyny. Kilka sezonów temu świat obiegło zdjęcie Vojtecha Stursy, Czecha, który na instagramie podzielił się zdjęciem swojego wciągniętego brzucha i wystających żeber. Zdjęcie było z zamierzenia żartem, wywołało jednak falę kontrowersji. Nie tylko zmusiło czeskiego skoczka do usunięcia zdjęcia i przeprosin, ale pojawiły się też głosy o podjęciu poważnych kroków dotyczących wagi zawodników. Kilka tygodni potem, FIS opublikował oficjalny przepis, według którego skoczek nie może zejść poniżej minimalnej wagi odpowiedniej dla jego wzrostu, aby zostać dopuszczonym do zawodów.  Niestety, w skokach nadal pojawia się nacisk na wagę, o czym świadczą problemy Sorina Iuliana Pitei z bulimią. Parę dni temu wybuchła też afera po wypowiedzi Martina Schmitta w niemieckim Eurospocie, kiedy zasugerował on, iż Domen Prevc zdecydowanie powinien zrzucić parę kilo.

5. Vassiliev w tarapatach, czyli rosyjski doping

Rosjanie i doping to temat rzeka i to nie tylko w sportach wytrzymałościowych. Zresztą, po słynnej aferze dopingowej w rosyjskim curlingu wiemy, że doping można stosować wszędzie. Tak samo w skokach. W 2001 roku taka niechlubna sytuacja miała miejsce właśnie na skoczniach. Dmitriy Vassiliev, miał dwuletnią przerwę w startach w międzynarodowych zawodach, właśnie za popełnienie tego grzechu. Podczas badań, w jego krwi zostały wykryte ślady łatwo dostępnego środku o działaniu moczopędnym, czyli diuretyku. Środek ten stosowany jest głównie przez osoby starsze, cierpiące na nadciśnienie lub inne choroby, w sporcie jednak stanowi "pomoc" w zrzuceniu wagi - a jak wiemy waga w skokach jest bardzo ważna. Vassiliev szybko zrozumiał jednak swój błąd i już od wielu lat możemy ponownie oglądać go na skoczniach całego świata.

4.  Kradzież w Wiśle

Wisła też zdążyła już niechlubnie zasłynąć i to wcale nie z powodu afterów w Gołębiewskim bądź też fanek czekających na piętrach. W 2013 roku, kiedy to po raz pierwszy rozgrywano tam inaugurację zimowego sezonu Pucharu Świata, miejsce miała nieprzyjemna sytuacja. Dzień przed konkursem, pokoje hotelowe Norwegów zostały ogołocone: zniknęły laptop, kamera oraz 6 tys. euro, które zawodnicy mieli przy sobie. Co prawda kadra norweska sama jest sobie winna, gdyż udając się na bankiet nie zamknęli pokojów. Rzekomo, ofiarami padli także Simon Ammann i Martin Schmitt. Do tej pory nie udało się ustalić winowajcy, a przynajmniej nie jest to podane publicznie. Wersja pierwsza, to trzech mężczyzn z fałszywymi akredytacjami, którzy kręcili się zarówno po skoczni jak i po hotelu. Wersja druga, tzw. tajemnica Poliszynela, to ta, że wyżej wspomniani zawodnicy spędzali czas w miłym towarzystwie pań uprawiających najstarszy zawód świata. Czy jest to prawda? Wiedzą tylko sami zainteresowani.

3. Substancji zakazanych ciąg dalszy, a więc kac Ahonena (i nie tylko)

My doskonale zdajemy sobie sprawę, że można bawić się dobrze bez alkoholu, jednak zawodnicy z Finlandii mieli kiedyś o tym mgliste pojęcie. Mgliste może właśnie od oparów wszelakich trunków. Praktycznie co drugi sławny skoczek z Finlandii miał na swoim koncie co najmniej jeden eksces (oczywiście nie mówimy o obecnych zawodnikach). Matti Nykanen już w trakcie kariery znany był z upodobania do napojów wyskokowych, po których czasami spędzał czas nie tyle w izbie wytrzeźwień, co w więziennej celi. Dodatkowo, Fin szczycił się słabością do noży. Najpierw zaatakował nożem swoją nożem, po czym kilka lat później został oskarżony o próbę jej zamordowania. Nożem ugodził też swego przyjaciela i to na tyle poważnie, że po raz kolejny zamiast na skoczni wylądował w celi.

Jakby sam Nykanen nie wystarczył, mamy jeszcze Janne Ahonena i Harri Olli. Ahonen, też znany z upodobania do dobrej zabawy, oddał swój skok na 240 metrów na Letalnicy po całonocnej libacji. Skoku nie ustał i co najlepsze, nie był w stanie się podnieść. Momentalnie ozdrowiał jednak, gdy podbiegli do niego medycy. Jak sam zainteresowany wspomina, bał się szpitala i badań, gdyż świadomy był ile promili ma we krwi. Na całe szczęście, Finowi nic się nie stało.

No i był jeszcze Harri Olli (czasami zwany Harri AlkohOlli). Najpierw wyrzucony z kadry, bo pojawił się na skoczni na MŚ kompletnie pijany. Dodatkowo, na jaw wyszło, iż poprzednią noc spędził w towarzystwie pań lekkich obyczajów. Fin nie tylko nie przeprosił jednak, a wykrzyczał do trenera, iż wyrzucił go dlatego, iż sam zazdrości mu pań wokoło. W przeciwieństwie jednak do Ahonena, Olli niekoniecznie widział w tym jakiś problem.

2. Pobicie w rumuńskiej kadrze

Mieliśmy już kradzieże, substancje zakazane w tym alkohol i doping, gdzieś tam też przewinęły się narkotyki... Teraz czas na kolejną aferę, nieco podobną do tej, kiedy w Nykanenie obudził się duch nożownika. Teraz w grę poszły pięści. Tyle, że nie była to bójka, a pobicie młodego rumuńskiego zawodnika przez jego trenera. I nie mamy tu na myśli paru siniaków, a wręcz dosłownie mordobicie. Sorin Iulian Pitea był nadzieją rumuńskich skoków. Jednak pomimo dobrych wyników, jego federacja wycofała jego i kadrowego kolegę, Eduarda Toroka, z 66. Turnieju Czterech Skoczni. Zaogniło to tylko trwający konflikt między Piteą a trenerem, Florinem Spulberem, który miał obsesję na punkcie wagi jego podopiecznych. W listopadzie 2015 roku Spulber kilkakrotnie uderzył Piteę w głowę, rozcinając mu łuk brwiowy. Internet obiegło zdjęcie młodego skoczka, z twarzą zalaną krwią, które zrobił Torok. Młody skoczek planował podjąć kroki prawne, jednak pod naciskiem gróźb, zgodził się pójść na ugodę z federacją. Kilka tygodni później wyszły na jaw także jego problemy z bulimią, do czego przyczynił się kilkuletni terror Spulbera. 

1. Słoweńskie kontrowersje z udziałem Timiego Zajca

Nasz najświeższy kąsek miał miejsce w trakcie MŚwL w słoweńskiej Planicy. Po fatalnym występie gospodarzy w kwalifikacjach, Timi Zajc opublikował na instagramie zdjęcie z wymownym podpisem, nawołującym trenera do wzięcia odpowiedzialności za słabe wyniki swoich podopiecznych. Wpis sugerował także konflikty wewnętrzne, szczególnie po dosyć dziwnej decyzji Gorazda Bertoncelja o niedopuszczeniu do startu Zigi Jelara i przede wszystkim Petera Prevca. Na drugi dzień Zajc został usunięty z kadry narodowej, a parę godzin później Bertoncelj złożył rezygnację ze stanowiska. W międzyczasie Peter Prevc wziął udział w zawodach jako przedskoczek, zaś Bertoncelj ogłosił, iż w przepisach FIS jest wpis o tym, iż przedskoczek nie może startować w zawodach. Słowenia została oficjalnie bez czwartego do drużyny. Nagle jednak okazało się, że generalnie do FIS wyraża zgodę na start Prevca, bo takiego przepisu nie ma. W trybie nagłym znaleziono nowego trenera - Roberta Hrgotę, który będzie prowadził kadrę do końca sezonu - a Zajc stanął przed komisją dyscyplinarną. Pomimo przedstawionej całej gamy kar, młodzieniec ten otrzymał tylko upomnienie i musiał postanowić poprawę, po czym dostał zielono światło na start w TCS. Nieoficjalnie mówi się o wstawiennictwu nowego trenera oraz kapitana drużyny, jednak co się zadziało w tym bałkańskim kotle, wiedzą sami zainteresowani. 

Dodatkowo, były trener, Gorazd Bertoncelj poinformował, iż po słabym występie podopiecznych i wpisie Zajca zaczął otrzymywać pogróżki, które zostały zgłoszone na policję. Kto wie, może wyjdą na jaw jakieś nowe smaczki?

Źródło: informacja własna/archiwa Skoki Okiem Kobiet/sportowefakty.pl 

You May Also Like

0 komentarze