Obsługiwane przez usługę Blogger.

Podsumowanie sezonu Pucharu Świata 2018/19

by - 9:44 PM


40. sezon Pucharu Świata właśnie przeszedł do historii. Przyniósł on ze sobą kolejne zwycięstwa i porażki, kontuzje i powroty, a także zakończenia karier. Które jego wydarzenia najmocniej pozostaną nam w pamięci? Którzy zawodnicy mogą zaliczyć go do udanych? Czym obecny sezon różnił się od pozostałych?  Zapraszamy do przeczytania naszego świeżego, subiektywnego podsumowania ostatnich czterech miesięcy na skoczniach.

Nasze opinie na temat całego sezonu oczywiście mogą się różnić, natomiast jedno jest pewne - był on w dużej mierze teatrem jednego aktora. Ryoyu Kobayashi, bo o nim mowa, jest pierwszym japońskim zdobywcą Kryształowej Kuli w historii Pucharu Świata. Jako trzeci skoczek w historii zwyciężył w czterech konkursach zaliczanych do Turnieju Czterech Skoczni. Na swoim koncie ma także wygraną w turnieju Willingen Five, Raw Air oraz Planica 7. Jego łupem padła również Mała Kryształowa Kula, przyznawana za triumf w klasyfikacji lotów. Czy przed rozpoczęciem sezonu ktokolwiek stawiał go w roli faworyta tych klasyfikacji? Po jego znakomitym występie w Letnich Mistrzostwach Japonii można było sądzić, że ten sezon może okazać się najlepszym w jego karierze, jednak nic nie wskazywało na to, że zdominuje go aż w takim stopniu i utrzyma równą formę od początku do końca. W końcu w skokach narciarskich częściej obserwowaliśmy sytuacje, kiedy to zawodnicy pojawiający się "znikąd" tracili formę równie szybko, jak ją zyskiwali. Przypomnijmy, jak wyglądał ten sezon, nie tylko od strony sukcesów Japończyka, ale i pozostałych zawodników.

Inauguracja sezonu po raz drugi odbyła się w Wiśle. Tym razem organizatorom nie towarzyszyły problemy z naśnieżeniem, a dwudniowa impreza ponownie zakończyła się sukcesem. Pierwszy konkurs indywidualny przyniósł pierwszego sensacyjnego zwycięzcę - Jewgienija Klimowa. Ten sezon można nazwać właśnie sezonem zaskoczeń - tych pozytywnych, jak i negatywnych. Zaskoczyła równa i niedościgniona forma Ryoyu, zwycięstwa Klimowa oraz Timiego Zajca, dosyć wysoka i stabilna forma Anti Aalto, słabe w stosunku do poprzedniego sezonu wyniki Andreasa Wellingera oraz drużyny norweskiej, która w klasyfikacji Pucharu Narodów zajęła dopiero miejsce piąte. Oczywiście, miały w tym swój udział dwie dyskwalifikacje Norwegów w konkursach drużynowych, ale i poza tym skoczkowie tej reprezentacji nie pokazali tej zimy pełni swojego potencjału. Do tego doszła choroba i absencja Daniela Andre Tande. Jednak pozytywnym akcentem dla norweskich kibiców mógł być debiut w Pucharze Świata Mistrza Świata Juniorów, Thomasa Aasena Markenga -  jednego z największych "młodych talentów" na skoczniach świata.

Oba konkursy w Kuusamo, w drugim tygodniu Pucharu Świata, zakończyły się pierwszymi zwycięstwami Ryoyu Kobayashiego. W sumie Japończyk "uzbierał" tej zimy 13 triumfów, co zrównuje jego wynik z osiągnięciem Gregora Schlierenzauera, który równo 10 lat temu wygrał tyle samo konkursów w ciągu jednego sezonu. Kilka tygodni później Japończyk wyrównał kolejny rekord - ilości zwycięstw z rzędu, przy okazji wygrywając we wszystkich czterech konkursach Turnieju Czterech Skoczni. W Predazzo był bliski pobicia tego wyniku, jednak jego passę przerwał Dawid Kubacki, zwyciężając pierwszy raz w swojej karierze. Przy tej okazji warto wspomnieć o osiągnięciach całej polskiej kadry, ponieważ był to sezon obfitujący w jej sukcesy w takim samym stopniu jak dwa poprzednie. W przeciwieństwie do poprzedniego sezonu, polski skoczek nie był w nim dominatorem; były także momenty, w których trudne stało się jednoznaczne wskazania lidera kadry. Polacy pokazali jednak siłę jako drużyna, zwyciężając (po raz drugi w historii) w Pucharze Narodów. W dodatku, w pierwszej piątce klasyfikacji końcowej Pucharu Świata znalazło się aż trzech biało-czerwonych! Kamil Stoch zajął miejsce trzecie (warto podkreślić, że to już trzeci z kolei sezon Pucharu Świata, który wybitny skoczek z Zębu zakończył na podium), Piotr Żyła - czwarte, a Dawid Kubacki - piąte. Do tej "żelaznej trójki" dołączył Jakub Wolny, który stał się bardzo mocnym punktem reprezentacji Polski nie tylko podczas konkursów drużynowych, ale też indywidualnych. Z pewnością zapamiętamy jego serię rekordów życiowych na skoczniach mamucich w końcówce sezonu.



Nie sposób pominąć Markusa Eisenbichlera, dla którego ten sezon był przełomowym, najlepszym w dotychczasowej karierze. Do brązowego medalu zdobytego w Lahti przed dwoma laty, dorzucił złoto w konkursie Mistrzostw Świata na skoczni w Innsbrucku oraz dwa drużynowe złota (w konkursie mężczyzn oraz mikstów). Od tego czasu miesiąc musiał czekać na pierwsze zwycięstwo w karierze - stało się to w pierwszym konkursie lotów w Planicy. 

Konkursem, który na długo pozostanie polskim (i nie tylko) kibicom w pamięci, była z pewnością rywalizacja na normalnej skoczni podczas MŚ w Seefeld. Zarówno w pierwszej, jak i drugiej serii panowała loteria wietrzna i to ona, w połączeniu ze specyfiką skoczni normalnych, gdzie różnice punktowe między zawodnikami są niewielkie, zadecydowała o wywróceniu wyników z pierwszej serii "do góry nogami". Dawid Kubacki z 27. pozycji zajmowanej po pierwszej serii awansował na ... pierwszą! Z kolei Kamil Stoch, zajmujący na półmetku miejsce 18, został wicemistrzem świata. Kwestia warunków atmosferycznych to jedno, natomiast nie można zaprzeczyć, że Dawid Kubacki zasłużył na tytuł mistrza świata. Od dawna jego styl charakteryzuje się mocnym i wysokim wybiciem, co jest szczególnie pożądane na skoczniach normalnych. Już przed pamiętnym konkursem był wymieniany w gronie faworytów.

Jeszcze przed rozpoczęciem rywalizacji Andreas Kofler ogłosił, że ta zima będzie dla niego ostatnią w roli skoczka. Pozostali zawodnicy swoje decyzję co do zakończeniu kariery podjęli już w trakcie sezonu. Zaskakująca i zrozumiała jednocześnie była decyzja Kennetha Gangnesa, który w ostatnich latach był chyba najbardziej trapionym kontuzjami zawodnikiem. We wrześniu podziwialiśmy jego motywację, gdy mówił o powrocie na skocznię po swoim czwartym poważnym urazie. Jednak kilka miesięcy później Norweg zmienił swoją decyzję. Innymi zawodnikami, których w przyszłych sezonach nie zobaczymy już na skoczniach Pucharu Świata, są: Janne Ahonen, Przemysław Kantyka, Andreas Stjernen i Robert Kranjec. Dwóch ostatnich kibice pożegnali w trakcie zawodów Pucharu Świata. Doświadczenie pokazuje jednak, że wielu skoczków ogłasza decyzję o niekontynuowaniu kariery nawet kilka tygodni po ukończeniu sezonu. Ta lista pozostaje więc otwarta.

Ten sezon to także zmiany w gnieździe trenerskim. W reprezentacji Austrii w tej roli zadebiutował Andreas Felder. Moim zdaniem zauważalna jest poprawa w tej kadrze w stosunku do poprzedniego sezonu. Stefan Kraft zajął drugie miejsce w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, zdobył także brązowy medal domowych mistrzostw świata. Do tego "dorzucił" srebrny medal zdobyty wraz z drużyną. W Pucharze Świata "zadomowili się" Phillip Aschenwald oraz Daniel Huber, który już latem pokazywał swój potencjał na skoczniach. Obaj zawodnicy stali się mocnymi punktami drużyny. Wiemy także, że z reprezentacją Polski pożegnał się, po trzech latach współpracy, Stefan Horngacher. Były reprezentant Austrii został szkoleniowcem kadry niemieckiej, zastępując na tym stanowisku Wernera Schustera. Nowym trenerem reprezentacji Polski został z kolei Michal Doleżal. Jak obaj szkoleniowcy poradzą sobie w nowych rolach? Będziemy mogły ocenić to w podsumowaniu kolejnego sezonu.

Źródło: informacja własna

You May Also Like

0 komentarze