Obsługiwane przez usługę Blogger.

Skoczkowie, którym kontuzja zniszczyła karierę - Mika Laitinen

by - 8:16 PM


fot. mtv.fi

5 sekund... Czas ten wydaje się dla nas niczym, gdyż co można zrobić w tę marną chwilę? Sprawa wygląda nieco inaczej w świecie sportu. Kto ćwiczy, ten wie, jak ów krótki moment potrafi trwać wieczność, gdy wykonujemy ciężkie i wymagające ćwiczenie. 5 sekund mimo swojej marności, potrafi dać człowiekowi coś, o czym zawsze marzył - umiejętność latania. Właśnie tyle trwa średnio skok na skoczni narciarskiej. Dla wielu z nas nieosiągalne pragnienie, dla innych pasja, która zabija czasem samą siebie. Kiedy? W momencie, gdy zamiast bezpiecznego lądowania zawodnika spotyka groźny upadek. Niestety dla niektórych jest to już forma wyroku, od którego nie mogą już uciec mimo szczerych chęci.

Garmisch-Partenkirchen miejscowość (nie ma nawet statusu miasta!) znana prawie każdemu, kto choć trochę "siedzi" w temacie skoków. Znajduje się tu jeden z czterech obiektów, na których odbywają się rozgrywki Turnieju Czterech Skoczni. Co roku 1 stycznia. Mamy więc 31 grudnia, dla nas Sylwester, dla fińskiego skoczka próby przed skokami następnego dnia. Niestabilne lądowanie zakończone upadkiem. Skutek - wstrząs mózgu, złamanie obojczyka oraz pięciu żeber. Laitinen był wtedy w wybitnej formie. Lider zarówno TCS, jak i Pucharu Świata. Urazy zmusiły go do opuszczenia aż 13 konkursów, wskutek czego stracił szansę na 1. miejsce w klasyfikacji generalnej. Narciarski "wielki szlem" wygrał Niemiec Jens Weissflog, a w Pucharze Świata triumfował Andreas Goldberger, który zdobył aż 893 punkty podczas nieobecności naszego dzisiejszego bohatera. Fin w bezpośredniej rywalizacji był jednak o prawie 400 punktów lepszy i gdyby nie przerwa, z pewnością zamiast 6. miejsca cieszyłby się zwycięstwem.

Czy ja przypadkiem pominęłam życiorys Fina? Nie martwcie się. Już to nadrabiamy! Złoty medalista olimpijski, trzykrotny medalista mistrzostw świata oraz dwukrotny medalista mistrzostw świata juniorów swoją przygodę ze skokami rozpoczął w wieku 6 lat, aczkolwiek dopiero 10 lat później zaczął ćwiczyć na poważnie pod okiem swojego ojca. Nauka nie znajdowała się na jego liście ulubionych czynności, choć starał się zdobywać dobre stopnie. Pomimo wszelkich starań, cała wiedza uciekała mu z głowy. Inna sprawa była ze skokami, bardzo szybko stały się jego zamiłowaniem. Każdy powrót ze szkoły wiązał się z przeskakiwaniem gałęzi i znaków drogowych. Od małego całe jego życie skupiało się na skokach.

Jego pierwszym sukcesem był srebrny medal mistrzostw świata juniorów w 1990 roku, który wywalczył razem z drużyną. Rok później udało mu się tego dokonać ponownie. Do życiorysu wpisał sobie udział w Pucharze Świata 3 marca wspomnianego już wcześniej 1990 roku. Zajął wtedy 37. miejsce. Niecałe dwa lata później cieszył się z pierwszych zdobytych punktów. W sezonie 1994/95 stanął na drugim miejscu podium w Planicy. Pierwsze zwycięstwo? 2 grudnia 1995 roku w Lillehammer. Do końca grudnia triumfował jeszcze w trzech innych konkursach, a raz stanął na drugim stopniu sportowego piedestału. Wracamy tu z powrotem do smutnej historii upadku Fina. Co działo się jednak później?

Po powrocie do rywalizacji udało mu się zająć 2. miejsce w Lahti, gdzie kilka lat wcześniej zadebiutował, a także zakończyć kilka zawodów w pierwszej dziesiątce. I tutaj opowieść o utalentowanym skoczku się kończy.  Kolejne sezony w jego wykonaniu należały do niezbyt udanych, mimo złotego medalu zdobytego drużynowo w Trondheim w 1997 roku (indywidualnie skoczek uplasował się dopierow trzeciej dziesiątce). Ostatni skok w swojej karierze oddał 12 marca 2000 roku w Oslo. Później zakończył karierę w wieku 27 lat. 

Dziś ze skokami łączą go tylko medale na ścianach, a życie spędza na spełnianiu marzeń, na które nie miał czasu ze względu na swoją karierę. Gdyby nie ten upadek, zapewne mocno zapisałby się na kartach skokowej historii. 

Źródła: Wikipedia, informacja własna

You May Also Like

0 komentarze