Obsługiwane przez usługę Blogger.

LGP okiem SOK - wspomnienia te dobre i te śmieszniejsze

by - 10:44 PM

Od Letniego Grand Prix w Wiśle minęło półtora tygodnia, więc emocje w miarę opadły, a wątroba oczyściła się po napojach wyskokowych. Teraz możemy w końcu na spokojnie podsumować to, co się przydarzyło, więc postanowiłyśmy krótko i zwięźle prawie się udało napisać o tym, co było najfajniejszego i najśmieszniejszego w trakcie LGP w Wiśle 2018!

TYSIA



Dla mnie najmilszą sytuacją w trakcie trwania całego Letniego Grand Prix było spotkanie mojego idola. Nie widziałam go ponad dwa lata, ze względu na to postanowiłam zrobić mu mały prezent i kupiłam dużo polskich słodyczy. Wchodząc do hotelu, tak się stresowałam, że chyba byłam bliska zawału. Gdy do niego podeszłam, planowałam powiedzieć mu wiele, a skończyło się na daniu słodyczy oraz prośbie o przytulenie i autograf. Natomiast ucieszył się on tak z tych słodyczy, że parę razy powiedział mi dziękuje i po zrobieniu wielu zdjęć, wychodząc z pomieszczenia, jeszcze raz się do mnie uśmiechnął i podziękował, a jego uśmiech to miód na moje serduszko.



Co do najśmieszniejszych sytuacji to długo się zastanawiałam, co powinno się tu znaleźć. Przytoczę wam jednak dwie sytuacje z treningów. Pierwszą jest Halvor odbijający po całej hali balon w kimś obudził się dzieciaczek. Natomiast drugą, próba zdjęcia uwięzionej piłki przez Johanna. Norwedzy grali sobie w siatkówkę i w pewnym momencie piłka zatrzymała się im na rurze przy suficie. Johann wspiął się na trybuny i próbował zrzucić ją krążkami, ale nie udało mu się, musiał dopiero dostać od chłopaków długi, metalowy pręt, by to zrobić. Mam wrażenie, że teraz to już nie jest śmieszne, ale trudno.


AGNIESZKA




Moimi najlepszymi wspomnieniami ze skoków zawsze są spotkania z przyjaciółmi, których poznałam dzięki skokom właśnie. I w tym przypadku nie będzie inaczej. Możliwość spotkania się z przyjaciółmi, z którymi dzielisz pasję jest czymś wyjątkowym. Każda chwila spędzona z Nimi na LGP była niesamowita. Przeżyliśmy wiele wspaniałych chwil razem. Od rana do wieczora. Na skoczni i poza nią. Bez tych kilku cudownych osób ten wyjazd byłby nudny.

JULKA

Najlepsze wspomnienie z Wisły? Uwierzcie, że to naprawdę trudne zadanie. W ferworze wszystkich wydarzeń chyba najlepiej wspominam spotkania z przyjaciółmi, ba - internetowymi przyjaciółmi, bo resztę mam w swojej miejscowości. Oczywiście, skoki skokami, za tym tęskniłam i tego właśnie mi brakowało, ale skoki to nie tylko skoczkowie i imprezy. To również ludzie, z którymi mamy szansę spotkać się chociaż raz w roku właśnie podczas Letniej Grand Prix w Wiśle. To cudowne uczucie wiedząc, że jadę na skoki również po to, żeby się z nimi zobaczyć i czasem też poznać nowych ludzi (co osobiście zdarza mi się na każdym konkursie skoków. Nie ma takich zawodów, na których nie poznałabym chociaż jednej nowej osoby). LGP zrzesza osoby z całej Polski, dlatego ten moment spotkania z moimi przyjaciółmi wspominam najlepiej z tegorocznych zawodów.


NATALIA





LGP wspominam bardzo dobrze, był to jeden z moich najlepszych wyjazdów na skoki. Cieszę się, że mogłam lepiej poznać dziewczyny z redakcji, a w szczególności Marysię i Weronikę, z którymi mieszkałam. Trudno wyodrębnić mi jedno konkretne wydarzenie, które kojarzy mi się najlepiej. Czas spędzony z dziewczynami był świetny, ale równie dobrze bawiłam się na skoczni, gdzie przez większość zawodów robiłam zdjęcia. Spełniam się w tym, także sprawiało mi to niezwykłą przyjemność.


Nie wiem również, co uznać za najbardziej zabawny moment wyjazdu. Obawiam się, że wszystko, co tu napiszę, będzie niezrozumiałe dla czytających. Chyba najśmieszniejszy ze wszystkich był wieczór, podczas którego odwiedził nas pewien gość, który szukałby Werki w lesie całą noc. Wybaczcie. Nie wiem dlaczego, ale zawsze bawiły mnie też moje wypady do prasowalni w hotelu. Podejrzewam, że byłam jedyną osobą, która tam chodziła. Nie mogę nie wspomnieć też o tym, że przez cały wyjazd byłam nazywana 'kicią', co również było zabawne. Ogółem LGP pełne było komicznych sytuacji, ale niestety osobom postronnym trudno je zrozumieć.


MANIUSIA


Większość z Nas napisała o przyjaciołach i uwaga, zaskoczenie - ja też o nich napiszę! Przyznaję bez bicia, że półtora miesiąca przed wyjazdem zaczęłam narzekać i twierdzić, że nigdzie nie jadę. Zresztą do ostatniej chwili się wahałam, tym bardziej, że skomplikowała się sprawa wolnego w pracy, a dojazd to była istna masakra. Ale stwierdziłam, że nie ma co, jadę, bo później będę żałować. Spakowałam walizę i tłukłam się do Wisły chwilami ze łzami oczach, bo w Bielsku - Białej stwierdziłam, że jedyne wydarzenie, na którym chciałabym być to Snowfest polecam cieplutko. Gdy wysiadłam z autobusu, zaczęłam iść w kierunku Amadeo, a tu nagle wyskoczyła Weornika i właśnie wtedy uświadomiłam sobie, że przede wszystkim chodzi o spędzenie czasu z przyjaciółmi oraz znajomymi. Zresztą mieszkałyśmy sztos ekipą, która pokonywała wszystkie schody i górki. Miałam też w końcu okazję poznać większość naszej super redakcyjnej ekipy. Zawsze śmieję się, gdy ludzie podpisują swoje zdjęcia 'nieważne jak, ważne z kim', ale coraz bardziej upewniam się w tym, że właśnie tak jest.


Jeżeli chodzi o najśmieszniejszą sytuację to nie jestem w stanie żadnej wybrać, bo całe nasze wyjazdy są jedną wielką karuzelą śmiechu. Tym bardziej, że są to głównie żarty sytuacyjne i oparte na naszej znajomości, więc dla innych niezrozumiałe.

JULIA





Sytuacja, którą chce wam opisać, miała swój początek już na Letnim Grand Prix 2017. Wtedy Eetu Nousiainen obiecał mi swój plastron, który dał ostatecznie komuś innemu. Poczułam się wtedy jak dziecko, któremu odebrano ulubioną zabawkę. Napisałam więc do Eetu w tej sprawie. On oczywiście mnie przeprosił i obiecał, że dam mi swój plastron następnym razem. Trzy tygodnie przed tegorocznym LGP napisałam do niego z pytaniem, czy mógłby mi dać swój plastron tym razem, on napisał, że nie ma sprawy, ale muszę mu przypomnieć o tym za tydzień. Ja oczywiście zapomniałam i napisałam za późno, ale on o mnie pamiętał. Gdy przyjechałam w piątek do Wisły i udałam się pod Hotel Gołębiewski, a on akurat szedł na obiad, więc zszedł na chwilkę do lobby i dał mi plastron z konkursu w Willingen z dedykacją i autografem. Gdy to zobaczyłam, nie mogłam przestać się uśmiechać. Oczywiście mu podziękowałam i życzyłam smacznego na obiedzie. To jest chyba najmilsze wspomnienie z całego tegorocznego Letniego Grand Prix. 



Miałam kilka śmiesznych sytuacji na tegorocznym LGP, ale jeśli mam wybrać jedną to będzie to zdecydowanie ta, którą przeczytacie niżej. Mało kto wie, że Sondre Ringen jest fanem Formuły 1 i kibicuje Lewisowi Hamiltonowi. Na jego nieszczęście w trakcie konkursu indywidualnego odbywał się wyścig na torze Hockenheimring w Niemczech. Napisałam, więc do niego około godziny 15, czy ogląda wyścig. Odpisał, że niestety nie, bo już jadą na skocznie, ale obejrzy go po konkursie i mam mu nie spojlerować. No, więc ja obejrzałam kawałek wyścigu i również udałam się na skocznie. Na skoczni śledziłam uważnie wyniki rajdu Formuły 1, więc gdy Lewis wygrał, podeszłam do barierek i gdy Sondre szedł, zawołałam go i specjalnie oznajmiłam, że jego ulubiony kierowca wygrał, na co on do mnie krzyknął, że miałam mu nie mówić i mnie delikatnie uderzył. Ja się zaczęłam śmiać i on również, więc z jednej strony miło wspominam to zajście, a z drugiej strony bardzo mnie śmieszy, a miny ludzi stojących obok były bezcenne.


KASIA


Ciężko jest wybrać jedno najważniejsze wspomnienie, bo każdy wyjazd na skoki to ogromna księga nowych wspaniałych wspomnień.
Jeśli chodzi o wyjazd na LGP do Wisły w tym roku, to na pewno nie zapomnę kilku rzeczy. Przede wszystkim tego, ile osób udało mi się spotkać i porozmawiać choćby przez chwilę. To wspaniale uczucie, kiedy poznaję ludzi, którzy tak jak ja kochają skoki całym sercem. Kolejnym wspomnieniem będzie dzień konkursu indywidualnego i ogromna ulewa, która zaskoczyła mnie i moją ekipę w drodze na skocznię. Przez prawie 40 minut staliśmy pod dachem wraz z innymi ludźmi. Choć na początku nikt się do nikogo nie odzywał, to już po chwili wszyscy ze sobą rozmawiali i śmiali się. To było naprawdę miłe. Inne bardzo zabawne wspomnienie to, to kiedy wracając spacerem z konkursu drużynowego z moją kuzynką, zostałyśmy zaczepione przez bus z logiem PZNu. Pozdrawiam chłopaków, naprawdę profesjonalne machanie, Królowa Elzbieta II byłaby dumna.
Jest jeszcze mnóstwo wspomnień, o których mogłabym opowiadać godzinami i te o których lepiej nie mówić, ale pozwolicie, że resztę zatrzymam dla siebie.


ZUZIA


Minione LGP było już siódmym moim wyjazdem na zmagania na igelicie w Wiśle. Jak zawsze, bawiłam się świetnie. Wspaniale było znowu zobaczyć znajomych z całej Polski, którzy tylko w ten jeden weekend są na wyciągnięcie ręki. Najlepiej zapamiętam chwilę spędzone na grillu urządzonym po sobotnim konkursie na cześć osiemnastych urodzin jednej z moich przyjaciółek.




Jeżeli chodzi o sportową część wyjazdu to w tym roku nie miałam żadnej zabawnej sytuacji ze skoczkiem. No może poza jedną, na mostku przy Hotelu Gołębiewskim prawie staranował mnie Kevin Maltsev. Spojrzenie, jakim obdarzył go mój chłopak, Estończyk zapamięta chyba do końca życia. Nie nastawiałam się szczególnie na zdjęcia czy autografy, ale i tak udało mi się złapać Alexa Insama i Killiana Peiera na wspólne selfie, więc pod tym kątem wyjazd też mogę zaliczyć do udanych.



Co więcej, wyjazd ten sprawił, że znowu zapragnęłam jeździć na skoki. Radość, jaką odczuwałam przez te kilka dni sprawiła, że na nowo obudziła się w mnie pasja do kibicowania i wyjazdów, która w pewnym momencie wydawała się odległym wspomnieniem. Bardzo mnie to cieszy i wierzę, że czeka mnie jeszcze wiele wyjazdów równie wspaniałych jak LGP 2018 w Wiśle.

You May Also Like

8 komentarze

  1. Dziewczyny, tylko jedno: półtora, nie "półtorej", tygodnia, bo razi w oczy w pierwszym zdaniu.
    Oprócz tego, świetne, uwielbiam czytać takie historie ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy za uwagę! Następnym razem będziemy się pilnować ;)
      Bardzo cieszymy się, że post się podoba!

      Usuń
  2. Nie wiem, kto was uczy naszego pięknego, polskiego języka, ale osoby te powinny wstydzić się za ten artykuł (o ile można go tak nazwać, bo prędzej zasługuje on czyt. "artykuł" na tytuł monstrum)
    1) ZRZESZA - a nie ZRZERZA
    2) Z tego, co mi wiadomo, powinniśmy pisać "nie tylko" - wy natomiast w dzień tak ważny (nie wiem czy wiecie o czym w istocie mowa) dzień piszecie "nietylko".
    3) Widać, że wypociny nie przeszły rzetelnej kontroli, bo błędy są bardzo widoczne i aby je dostrzec nie trzeba być Profesorem Miodkiem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecamy się zapoznać,a za uwagi dziękujemy :) http://www.skokiokiemkobiet.pl/2017/01/regulamin-czytania-bloga.html?m=1

      Usuń
    2. Widzisz droga, naturalnie anonimowa, hejterko. Niektórzy są w pracy cały dzień, a po wyjściu z niej, są również „zmuszeni” do napisania tekstu, bądź chociaż jego sklejenia. Każdy popełnia błędy i jeżeli Ty jakiegokolwiek nie popełniłaś to gratuluje! Wygrywasz talon na rozum i balon. Mam nadzieję, iż w niedalekiej przyszłości również zobaczymy jak cudownie piszesz oraz jakieś twoje osiągnięcia, gdyż obecnie jesteś tylko anonimkiem w internecie. Przykre.

      Usuń
    3. Jako osoba sklejająca i wstawiająca ten tekst z chęcią się wypowiem. Pracuję w miejscu, gdzie teksty są wysyłane do ogólnopolskich mediów lub znajdują się w przestrzeni publicznej i zapewniam - praktycznie zawsze znajdzie się jakiś błąd, niezależnie od tego ile razy i ile osób ten tekst sprawdzi. Błędy, które wymieniłaś/wymieniłeś są wynikiem kliknięcia złej litery na klawiaturze bądź braku spacji, wynikają z chociażby z szybkiego pisania, a później z niedopatrzenia przy sprawdzaniu, a nie jak piszesz z niewiedzy. Odnoszenie się do Powstania Warszawskiego? Byłoby mi osobiście wstyd na powoływanie się na tak ważne wydarzenia w historii Polski przy wytykaniu względnie błahych błędów. Zastanów się jak zbagatelizowałaś/zbagatelizowałeś Powstanie Warszawskie, tylko dlatego aby się do Nas przyczepić.
      Pozdrawiam

      PS wtrącenia pisze się w nawiasie, bądź pomiędzy przecinkami ;)

      Usuń
  3. Po tym jak się panoszyłyście w Wiśle myślałam, że przynajmniej piszecie w miarę okej, ale no cóż, nie wiem czego mogłam się spodziewać po bandzie napalonych małolat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba słabo się bawiłaś/bawiłeś w tej Wiśle, skoro Twoim głównym zajęciem było obserwowanie "napalonych małolat" ;)

      Usuń