Obsługiwane przez usługę Blogger.

Skok Kulturalny - Eddie zwany Orłem

by - 8:28 PM




Z reguły podziwiamy osoby, które coś w swoim życiu osiągnęły. To wydarzeniami związanymi z nimi się interesujemy, pomijając wielu celebrytów, którzy znani są z bycia znanymi. Jednak w przypadku Eddiego zwanego orłem sytuacja jest trochę inna. W skokach nie zdobył żadnego tytułu, jego występy zazwyczaj były najgorszymi na skoczniach, ale i tak należy do grona najbardziej znanych osób ze świata skoków narciarskich, co potwierdza sam fakt istnienia filmu opowiadającego jego historię, na którym również się skupimy. Zacznijmy więc opowieść o tym wybitnym w innym znaczeniu skoczku!


Urodzony w 1963 roku Michael Thomas Edwards, znany szerszej publiczności jako Eddie, swój pierwszy kontakt z nartami miał w wieku 13 lat. Szkolna wycieczka, stok i piękny włoski krajobraz, czego chcieć więcej? Po pewnym czasie nastoletni Eddie rozpoczął trenowanie narciarstwa alpejskiego. Jego celem, tak jak wielu innych sportowców, były igrzyska olimpijskie.  Choć był bliski awansu na odbywające się w 1984 roku w Sarajewie, musiał obejść się smakiem i dalej trenować z nadzieją na sukces. Wyjechał w tym zamyśle do Stanów Zjednoczonych, jednak wszystko musiał opłacać sam, co wpędziło go w lekki deficyt finansowy, a pogarszająca się forma zmusiła go do znalezienia innego sportu, który umożliwiłby mu wyjazd na igrzyska. Czy przychodzi Wam na myśl jakiś sport, który w Wielkiej Brytanii nie jest zbyt rozpowszechniony, więc konkurencja nie byłaby wielka? Dokładnie, skoki narciarskie. Dodatkowo były sporo tańsze w porównaniu do narciarstwa alpejskiego. Warto również dodać, że wcześniej próbował swoich sił w lekkoatletyce, a jako dziecko w wstrzymywaniu oddechu na czas, żyjąc w przekonaniu, że to również jest dyscyplina na igrzyskach (o ile warto wierzyć filmowej wersji jego życia).

 fot: champions speakers
Swoją przygodę ze skokami rozpoczął wyjazdem do Lake Placid, gdzie znajdował się (i dalej znajduje) kompleks skoczni. Pierwszy skok oddał na K-10, następny na nieistniejącej już K-15. Dokładnej daty tego przełomowego zdarzenia nie znamy, szacuje się, że był to koniec 1985 bądź początek 1986 roku. Wszelkie koszty trenowania dalej opłacał sam, co oznaczało konieczność znalezienia pracy. Eddie zaczął więc tynkować oraz pomagać w sprzątaniu i odśnieżaniu. I tu pojawia się pierwszy powód, dla którego warto go podziwiać. Brytyjczyk nie bał się pracy i odpowiedzialności.

Wystąpił w 3 cyklach Pucharu Świata. O wynikach nie warto pisać, najzwyczajniej w świecie ich nie było. Wróćmy jednak do samych początków jego międzynarodowej aktywności w konkursach. Brytyjczyk pisał listy do organizatorów zawodów. Okazało się, że potrzebna jest licencja wydana przez krajową federację. Dość szybko ją otrzymał, podobno federacja liczyła, że za Eddim pojawią się kolejni chętni do skoków. Pierwszym międzynarodowym startem był Puchar Europy w Sankt Moritz (Szwajcaria), gdzie zajął... ostatnie miejsce! Był to jednak jego pierwszy rok trenowania tej dyscypliny, choć późniejsze lata pokazały, że ostatnie miejsce jest jego przeznaczeniem i doświadczenie nie miało tu nic do powiedzenia. W Pucharze Świata zadebiutował 30 grudnia 1986 roku w Oberstdorfie. Za swój skok otrzymał "aż" 15 punktów, co pozwoliło mu na zdobycie 110. miejsca.

Dwa miesiące później wystąpił w Mistrzostwach Świata w tej samej miejscowości. Miejsce oczywiście nam znane, a do przedostatniej pozycji brakowało mu ponad 60 punktów. Czy się poddał? Jasne że nie. Określił swoje cele i bezustannie do nich zmierzał, mimo swojej beznadziejności w wybranej konkurencji. Jedną z ważniejszych dat dla omawianego dzisiaj skoczka jest 20 marca 1987 roku, kiedy udało mu się po raz pierwszy nie być ostatnim zawodnikiem, zajął przedostatnią pozycję. Pomińmy dalszy przebieg jego kariery i skupmy się na samym okresie przed igrzyskami.

Przenosimy się do Finlandii, gdzie Eddie trenował razem z kadrą tej nacji. Brak pieniędzy zmusił go do nocowania podczas całego zgrupowania w szpitalu psychiatrycznym, w którym trener kadry zajmował się malowaniem ścian.  Także z norweskimi zawodnikami zdarzało mu się trenować. Bardzo często doradzali mu w sprawie odbicia i pochylania się w trakcie skoku. Brytyjski skoczek sporo zawdzięczał innym krajom. Nie tylko wspomnianym przed chwilą Finlandii i Norwegii, ale choćby Włochom i Austrii, od których otrzymał kask oraz narty. Z tym wyposażeniem udało mu się wystąpić na wymarzonych igrzyskach. Był to rok 1988. W tym cudownym dla niego czasie zdołał poprawić swój rekord życiowy na 71 metrów (skocznia duża). I na małej, i na dużej skoczni do przedostatniego miejsca brakowało mu więcej niż 60 punktów. Później śmiał się, że jego "rywal" Hiszpan Bernat Sola, który zazwyczaj kończył rywalizację miejsce przed nim, był w dobrej formie, przez co on sam musiał pogodzić się z ostatnią pozycją.

Choć za największe osiągnięcie Eddiego uważa się wyprzedzenie czterech zawodników (w tym jednego zdyskwalifikowanego, coby nie było aż tak miło), nie oznacza, że on i narty to była niewłaściwa miłość. W historii narciarstwa zapisał się jako dziewiąty na świecie zawodnik-amator pod względem szybkości zjazdu (prędkość około 170 km/h). Dodatkowo dość spory sukces osiągnął w trochę innych skokach - był rekordzistą świata w skokach kaskaderskich.

Swój moment sławy wykorzystał, nagrywając dwie piosenki w języku fińskim, którym posługiwał się tak jak ja chińskim, czyli wcale. Po przetłumaczeniu na polski mamy dwa piękne tytuły: "Nazywam się Eetu" i "Na skrzydle Eddiego". Niczym człowiek renesansu zajął się również pisaniem książek, a następnie zdał prawo, jeszcze crossfit i mamy oczko. Ciekawostką może być fakt, że podczas 62. Turnieju Czterech Skoczni chciał wystąpić jako przedskoczek, jednak FIS nie pozwolił mu zaprezentować ostatni raz swoich umiejętności.

Dwa lata temu o tym nisko latającym orle nakręcono film. Sam zainteresowany przyznał, żeby nie traktować go jako biografii, gdyż tylko 5% całego materiału ma jakieś powiązanie z rzeczywistym przebiegiem jego życia, jednak mi samej ciężko się z tym zgodzić. W filmie naszego Brytyjczyka gra Taron Egerton, a jego głównym towarzyszem jest charyzmatyczny trener, w którego postać wcielił się znany prawie wszystkim Hugh Jackman. Cała fabuła opiera się na dążeniu skoczka do wyjazdu na wspomniane już wcześniej igrzyska. Przesłanie jest dość proste, nie liczą się pieniądze, a przede wszystkim pasja i walka z własnymi słabościami. Reszty Wam zdradzać nie będę, bo sporo na temat filmu opowiadają wcześniejsze akapity, czyli po prostu życie "orła", mimo samych zaprzeczeń pierwowzoru. Oczywiście, że film nie jest idealnym odwzorowaniem realiów, aczkolwiek wszystkie najważniejsze wydarzenia z kariery Brytyjczyka oraz okresu przed nią zostały zachowane, a następnie ubarwione dodatkowymi zmyślonymi wątkami, które dodają jeszcze bardziej zabawnego charakteru filmu.

Jeśli jeszcze nie widzieliście filmu, uwierzcie, że jest to obowiązkowy egzemplarz na filmowej półce każdego fana skoków!

Choć zarzucano mu robienie pośmiewiska ze skoków, a jego grube okulary często wzbudzały śmiech wśród przeciwników (nigdy ich nie ściągał, przez co czasami podczas skoku zamarzały), a liczne upadki powodowały wiele kontuzji, nigdy się nie poddał i uparcie dążył do tego wyznaczonego w dzieciństwie celu. Trzeba głośno przyznać, ambitny to jedno z najlepiej opisujących go słów.


Źródło: informacja własna, wikipedia.org

You May Also Like

0 komentarze