Obsługiwane przez usługę Blogger.

Powitanie Kamila Stocha w Zębie

by - 2:49 PM

fot:. rmf24.pl

Zazwyczaj, gdy sportowiec osiąga jakiś sukces, po powrocie do domu zostaje hucznie przywitany. Nie inaczej było w przypadku Kamila Stocha. W sobotę (7.04) mieszkańcy Zębu i nie tylko powitali mistrza w jego rodzinnej miejscowości. Przedstawiać sukcesów Kamila chyba wam nie muszę, on po prostu dominował i tylko w skrajnych wypadkach wygrywał ktoś inny. Na przygotowaną scenę skoczek oraz jego żoną zostali przywiezieni dorożką. To właśnie Ewa towarzyszyła mu cały czas. Po powitaniu głos mógł zabrać trzykrotny mistrz olimpijski. 

- Cały czas zastanawiam się, jak mam to w ogóle zacząć, co powiedzieć i tak sobie cały czas myślę, ale jak tu już wszyscy mówią, że jesteśmy wśród swoich, ze są tu sićka po prostu tutaj zębiany i nie ino, no to myślę, że nie będziemy tutaj się jakoś wywyższać, tylko trzeba mówić normalnie, a że góralskiego ostatnio używam mniej, bo mi cały czas godajo, ze mnie nie rozumiejo, co godam, to będę gadał normalnie - zaczął Kamil swoje wystąpienie. 

- Ze sławą czy popularnością to jest tak, że zależy kto, jak do tego podchodzi. Ja się cieszę, że mogę po prostu spokojnie wyjść na ulicę, na spacer, z domu, przed dom, do kolegów, z kolegami, wyjść przede wszystkim z żoną. Staram się po prostu nie myśleć o tym, że jestem kimś innym, ważniejszym czy lepszym. I wydaje mi się, że takie podejście jest najlepsze, bo mogę poruszać się normalnie między ludźmi i nie czekać, czy ktoś po prostu do mnie podejdzie, czy nie. Jeśli podejdzie, to ok. Jeśli nie podejdzie, to też się nic nie stanie, nawet lepiej, czasami - zaczął się śmiać. 

- Są sytuacje, w których bywa krępująco, jak choćby ktoś zapyta mnie o zdjęcie lub autograf przed wejściem do kościoła, albo po wyjściu z kościoła, albo w samym kościele. To już jest co najmniej dziwne <śmiech>, ale są też miłe sytuacje, kiedy ktoś podejdzie po prostu na ulicy i zapyta, czy może mi na chwilę przeszkodzić i jeżeli by była taka możliwość, to by chciał zrobić sobie zdjęcie czy wziąć autograf. Jest to bardzo normalne, kulturalne i w porządku, ale najważniejsze dla mnie jest to, że mogę być normalnym człowiekiem, normalnym mężem dla mojej żony, normalnym bratem dla swoich sióstr i synem dla swoich rodziców, a przede wszystkim być sobą. I nigdy nie chcę tego zatracić. Dlatego sława czy popularność są dla mnie na drugim miejscu albo w ogóle o tym nie myślę. Zawsze chcę być po prostu sobą. Amen - zapewnił nas zwycięzca wszystkich tegorocznych turniejów. 


Już na wstępie Kamil dostał prezent od kibiców. Przywieźli z Zanzibaru specjalnie dla niego medal zrobiony przez jedno z tamtejszych plemion. Prowadząca stwierdziła, że może Kamil poznał   kiedyś człowieka, który go wykonał, na co Stoch zapewnił: 

- Szczerze powiem, po medalu nie poznaję, który człowiek go wykonał, czy go poznałem kiedyś, czy nie, ale rzeczywiście, wyspa Zanzibar jest przepiękna, byliśmy tam parę lat temu z Ewą przy okazji zwiedzania Tanzanii. Co mogę powiedzieć? Maleńka wyspa, ale z bogatą historią. Też niechlubną, bo była to wyspa, na której odbywał się handel niewolników. Ale przy tym zachowała się piękna starówka, piękne zabudowania i jeżeli ktoś w życiu będzie miał taką możliwość, to gorąco polecam zobaczyć.

Gdy został zapytany, czy lubi warzyć/gotować, odpowiedział śmiejąc się: - Piwo. Lubię ino warzyć piwo, a później je wypić. 


Kolejne pytanie dotyczyło "przepisu na sukces Kamila Stocha". 

- Chyba nie ma takiego jednego przepisu na sukces dla każdego. Każdy musi na swój sukces sam zapracować, bo sukces to nie zawsze wygranie zawodów, nie zawsze jest złoty medal. Na przykład czasem sukcesem może być małżeństwo jak w moim przypadku - największy sukces w moim życiu. Dla innych sukcesem może być zdanie matury, jeszcze dla innych ukończenie studiów. Dobra praca albo po prostu szczęśliwa rodzina i budzenie się rano po prostu z uśmiechem na twarzy i takie wewnętrzne poczucie, że jest się spełnionym człowiekiem. Dlatego myślę, że najlepiej jest się zastanowić nad tym, co jest dla nas dobre, co jest dla nas ważne i po prostu to pielęgnować. A sukces przychodzi właśnie później, jakby dodatek do tego wszystkiego - odpowiedział tegoroczny zwycięzca Kryształowej Kuli, za co dostał gromkie brawa.

- Oprócz takiego przesłania, że tak powiem życiowego, warto powiedzieć, że sukces sam z nieba nam nie spadnie. Oczywiście trzeba wierzyć, że ten sukces kiedyś osiągniemy, ale przede wszystkim trzeba na niego ciężko pracować. Trzeba dużo siebie poświęcić i nie czekać z założonymi rękami na fotelu, "Panie Boże, ześlij mi sukces, pytam Cię!". O sukces trzeba samemu zawalczyć i ciężko na niego zapracować – dodał.


Pytanie o męża również dostała towarzysząca mu żona. 

- Co do życia z Kamilem. Przede wszystkim żyję z Kamilem, z tym chłopakiem, skromnym, normalnym, który zawsze jest sobą, dodatkowo stał się gwiazdą, dodatkowo odnosi wspaniałe sukcesy, więc jak najbardziej uwielbiam w tym uczestniczyć, wspierać go. Jak pewnie wszyscy wiedzą, Kamil pracuje dla mnie, ja pracuje dla Kamila, bywa tak, że im lepiej mu idzie, tym ja mam więcej pracy, tym mniej mamy czasu dla siebie, w momentach, kiedy jest słabiej, kiedy forma nie jest wymarzona, ja mam mniej pracy, mam więcej Kamila, więc to są takie mieszane uczucia, ale życzę mu oczywiście jak najlepiej, żebyśmy oczywiście się mogli cieszyć - powiedziała Ewa.

Od razu padło pytanie "Kto w takim razie odgrywa decydującą rolę w tym duecie? 

- Tak jak wcześniej wspomniałam. Śmiejemy się, że Kamil jest moim szefem, ja jestem jego szefem i jakoś musimy się dogadywać w tym wszystkim - zaczęła Ewa.

-  Tak to, co Ewa też pięknie ujęła, że jakby są dwie role, że ja pracuje dla Ewy, a Ewa pracuje jednocześnie dla mnie no i razem się po prostu uzupełniamy. Uważam, że nie mógłbym sobie wymarzyć lepszej osoby, z którą mógłbym dzielić swoją pasję - dopowiada Kamil.

- Chciałbym podziękować z całego serca, tak naprawdę od serca wszystkim kibicom, którzy jeździli za mną i za całą drużyną przez całą zimę. Mojemu fanklubowi, który jest niezawodny, który nawet do Japonii za mną jeździ, ale przede wszystkim dziękuję wam wszystkim, którzy się tutaj tak licznie zebraliście, bo naprawdę dla mnie jest to piękna chwila i dziękuje wam jeszcze raz - zakończył trzykrotny mistrz olimpijski. 


Oczywiście nie obyło się bez wielkiego tortu oraz prezentów. W spotkaniu uczestniczyli również serwismen Kacper Skrobot, trener Grzegorz Sobczyk i Dawid Kubacki z wybranką. Nie można zapomnieć też o ważnych księżach i posłach. Oczywiście na spotkaniu z mistrzem zgromadziło się kilka tysięcy kibiców, którzy swoim przybyciem chcieli podziękować Kamilowi za tak wspaniały sezon.  

źródło: TVP Info, podhale24.pl, rmf24.pl

You May Also Like

0 komentarze