Obsługiwane przez usługę Blogger.

Kontuzje w skokach

by - 4:20 PM

Sport jest źródłem kontuzji. Jest to stwierdzenie niezaprzeczalne, gdyż kto z nas nie potrafiłby wskazać sportowca, który na skutek swoich treningów bądź rozgrywek odniósł kontuzję lub chociażby kogoś z najbliższego otoczenia. Nawet zwykła lekcja wychowania fizycznego niesie za sobą ryzyko jakiegoś urazu. Nie oznacza to oczywiście, że sport to zło i powinniśmy go unikać. Zdecydowanie nie. Jednak trzeba mieć świadomość, że niesie on za sobą jakieś ryzyko. Problemy zdrowotne nie omijają także skoczków narciarskich, a miniony sezon był w nie bardzo obfity. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że w kwestii kontuzji skoczny świat może spokojnie wytypować top 4 największych pechowców. Domyślacie się już o kogo chodzi?

Gdyby przeanalizować ostatnie lata, naszym największym nieszczęśliwcem zostałby z pewnością Kenneth Gangnes, który od dłuższego czasu mocno trzyma się pozycji lidera w tym niechlubnym rankingu. Jak jednak dochodzi do tak przykrych historii, jak ta napisana przez norweskiego skoczka, czterokrotnego "zdobywce" zerwanego więzadła?

Zacznijmy od tego, że kontuzje kolan są istną zmorą wśród skoczków. Trudno się temu dziwić, znając choć trochę przebieg skoku i jak wiele zależy od dobrego wybicia się z progu. Jeśli ktoś z Was ma lub kiedykolwiek miał problem z kolanem, wie jak ciężko jest wykonać choć kilka podskoków pod rząd. Skoczkowie są więc narażeni na bardzo duży nacisk, który obciąża kolana, już wcześniej męczone przez urazy tego stawu. Staw skokowy często nie wytrzymuje nacisków przekraczających jego fizjologiczną wytrzymałość i stabilność. Jednak mimo tego faktu do zerwania więzadeł nie dochodzi zazwyczaj na skutek przeciążenia (choć z pewnością wpływa to na szansę wystąpienia obrażenia), tylko urazu skrętnego kolana. 

Po takiej kontuzji zawodnicy wracają zazwyczaj po około sześciu miesiącach. Operacja zerwanych więzadeł polega na rekonstrukcji, do której wymagany jest przeszczep tkanek, jednak kontuzja ta w obliczu dzisiejszej medycyny nie jest już taka straszna i niekoniecznie jest zwiastunem końca kariery. Jest wielu sportowców, którzy po zakończeniu rehabilitacji, wracali do poprzedniej dobrej formy. Znamy niestety przypadki, gdy kontuzja wciąż powraca. Sporo na ten temat wie wspomniany wcześniej Gangnes. Zastanawiać może, czemu z tak dobrą opieką medyczną i bazą treningową dochodzi do tak przykrych historii. Z tym pytaniem skierowałam się do pewnego fizjoterapeuty, mgr Roberta Biernackiego, który stwierdził, że często jest to kwestia mentalności sportowców, którzy chcą jak najszybciej wrócić do rozgrywek. Niestety nawet najbardziej rozwinięta medycyna nie zmieni podejścia zawodników, którzy czasem dość szybko czują się na siłach i przeceniają możliwości swojego organizmu. Dochodzi też do tego kwestia genetyki. Zdarza się, że ktoś po prostu jest szklany, jak to potocznie mówimy. Obecnie Norweg stara się o powrót do kadry A, gdzie zawodnicy mają zagwarantowaną opiekę medyczną, która przyda mu się przy następnej próbie jego zdrowia, której oczywiście mu nie życzymy.


fot.: instagram.com

Kolejnym pechowcem jest były niemiecki lider, Severin Freund, który już drugi raz musiał się zmierzyć z zerwaniem więzadła oraz urazem łąkotki. Jest ona również często występującym w skokach problemem. Łąkotka to chrząstka znajdująca się pomiędzy kośćmi kolana. Pełni funkcję amortyzacyjną. U Freunda do urazu doszło na skutek upadku na skoczni, innymi słowy doszło do skrętu kolana. Do wielkiej "więzadłowej" trójcy w tym sezonie należał również Gregor Schlierenzauer, aczkolwiek w jego przypadku doszło "tylko" do naderwania, dlatego mogliśmy oglądać go podczas minionego Pucharu Świata. Operację w jego wypadku zastąpiła specjalna szyna. Była to już trzecia kontuzja kolana w jego karierze. Spotkałam się z opinią, że wina jego niedyspozycji leży po stronie osób, które zajmowały się jego leczeniem, lecz ciężko w to wierzyć, kiedy mowa o dawniej czołowym austriackim skoczku, na którego z pewnością dmuchano i chuchano po pierwszej kontuzji.


fot.: instagram.com

Wszyscy jesteśmy świadomi, że upadki zazwyczaj pozostawiają po sobie pewne nieprzyjemne konsekwencje. Znamy dobrze postać Thomasa Dietharta, który z poobijanymi płucami oraz nerkami, a także wieloma ranami twarzy (które później zaprezentował na swoich social mediach) trafił do szpitala po upadku, a trochę ponad rok później ponownie odwiedził szpital, tym razem ze wstrząśnieniem mózgu. Pomimo tego, że każdy skoczek ma na sobie kask, który powinien zapewnić mu ochronę głowy, ciężko w pełni wykluczyć jej urazy. Upadając, często skoczkowie mocno uderzają głową o zeskok, co zazwyczaj kończy się wstrząśnieniem mózgu. Do tego dochodzą złamania, które na szczęście ostatnio są mniej spotykane i coraz rzadziej słyszymy o wydarzeniach takich jak runięcie Roberta Kranjca w Planicy, zakończone umieszczeniem metalowej płytki w jego czaszce, złamaniem obu łąkotek, kilku żeber oraz okropnym złamaniem ręki w paru miejscach. 

Pozostając w temacie słoweńskiego zawodnika, w listopadzie ubiegłego roku dość ciekawie wypowiedział się na temat przyczyn kontuzji w dzisiejszych czasach. Zauważył on, że dawniej rzadziej dochodziło do kontuzji kolan niż teraz, powołując się na siebie, wspomnianych wyżej sportowców oraz Janne Happonena, który z powodu urazów zakończył karierę. Winą obarcza działania FIS-u oraz zmiany w sprzętach. Jego zdaniem stroje są zbyt mało przylegające, przez co zawodnicy najzwyczajniej w świecie spadają ze skoczni, a nie lecą. Porusza również kwestię obciążenia, z którym muszą sobie radzić kolana (około 400-500 skoków w okresie przygotowawczym!).

Podsumowując, nie da się podać tej jednej jedynej przyczyny kontuzji w świecie skoków. Sporo zależy od organizmu zawodnika i jego predyspozycji do danej dyscypliny. Presja otoczenia oraz wyniki rywali powodują, że sportowcy chcą jak najszybciej wrócić, przez co bywa, że zaczynają startować z niedoleczonymi urazami. Weźmy to pod uwagę i postarajmy się nie wywierać tak dużej presji na osobach, którym tak bardzo kibicujemy. Miejmy również nadzieję, że FIS rzeczywiście zajmie się zmianami w przepisach, które choć trochę zapobiegną licznym kontuzjom oraz podobno wracającemu problemowi wychudzenia wśród skoczków.

Źródła: informacja własna

You May Also Like

0 komentarze