Obsługiwane przez usługę Blogger.

Skoczkowie, którym kontuzja zniszczyła karierę - Thomas Diethart

by - 6:25 PM

Ta historia jest dość specyficzna. Nic nie zapowiadało takiego wzlotu, którego doświadczył Thomas - pojawił się znikąd, kilkakrotnie otarł się o podium, zwojował Turniej Czterech Skoczni, zdobył drużynowe srebro na Igrzyskach w Soczi, ale... równie szybko i gwałtownie się to skończyło.


Jego przygoda z zawodami najwyższej rangi rozpoczęła się w sierpniu 2009 roku, kiedy wziął udział w kwalifikacjach Letniego Grand Prix w Hakubie. Niestety, nie przebrnął przez nie i odpadł w przedbiegach. W letnich konkursach dostawał szansę jeszcze kilka razy, jednak nie zdobył w nich ani jednego punktu. W sezonie 2010/11 postawiono na niego w Turnieju Czterech Skoczni w Innsbrucku - ten debiut był udany, gdyż zapunktował na 28. pozycji. W Bischofshofen nie miał tyle szczęścia i zakończył zawody na 40. miejscu.

Mimo, że nie wróżono mu świetlanej kariery, dzięki samozaparciu zaczął wspinać się po małych szczeblach do sukcesu. Po dobrym występie w Pucharze Kontynentalnym, Alexander Pointer dał mu szansę pokazania się w Turnieju Czterech Skoczni w sezonie 2013/14. To czego dokonał było wielkim zaskoczeniem - kolejno 3., 1., 5. i 1. miejsce stały się sensacją, gdyż nie brano go nawet pod uwagę na liście kandydatów do zwycięstwa prestiżowej serii. Kilka tygodni później dołożył do tego drużynowe srebro w Soczi. Doskonałe zaplecze do sukcesu, prawda?

Później nie było już tak kolorowo jakby pewnie sam chciał. Czekały go same rozczarowania - nie mógł odnaleźć tej wysokiej formy, którą prezentował wcześniej. Przeciążone kolano, problemy z za dużą wagą, konflikt ze związkiem narciarskim i upadek.

Brotterode, luty 2016. Zawody Pucharu Kontynentalnego. Po wybiciu z progu stracił równowagę w locie i spadł z impetem za bulą, po czym bezwładnie osunął się po zeskoku, po drodze gubiąc narty i gogle.

Zabrał go helikopter. W szpitalu zajęli się nim fachowcy, od których szybko wypłynęły dość pozytywne informacje - Austriak nie doznał urazu kręgosłupa, a ręce i nogi były władne. Stłuczone były jednak nerki i płuca, a jego twarz makabrycznie obdarta.



Po tym fatalnym upadku przyznał, że sam bał się powrotu na skocznię. Przełamał się jednak i błąkał się gdzieś po skokowej trzeciej lidze, bez większych sukcesów. Praca nad powrotem do wysokiej formy jednak trwała nadal, ale pod koniec listopada, podczas treningów w Ramsau zaliczył kolejny  koszmarny wypadek. Wyglądało to bardzo podobnie jak poprzednio. Szereg badań na Intensywnej Terapii w Schladming wykazał, że doszło do wstrząśnienia mózgu, krwotoku wewnątrz czaszki, stłuczeń płuc i złamane żebro. Z medycznego punktu było więc dużo gorzej niż poprzednio. Jego twarz natomiast, ponownie była w dość makabrycznym stanie.



Sam Didl przyznał, że każdy ruch sprawiał okropny ból, a decyzja o powrocie lub zakończeniu będzie ciężka do podjęcia i uzależniona od jego kondycji psychicznej i fizycznej. Mimo, że od wydarzeń minęło już kilka miesięcy, przyszłość Austriaka nadal owiana jest tajemnicą. Trzymamy kciuki za to, by podjął mądrą decyzję i szybko wrócił do pełnego zdrowia!

You May Also Like

0 komentarze