Obsługiwane przez usługę Blogger.

Krzysztof Leja: Skaczę jak tylko mogę i ile mogę

by - 4:31 PM


Każdy, kto uprawia sport, wie jak bardzo jest on kosztowny, ile wyrzeczeń trzeba podjąć, żeby móc uprawiać wymarzoną dyscyplinę. Tym ciężej jest, gdy pojawiają się inne, nieprzewidziane trudności. Historia Krzysztofa Leji może służyć jako książkowy przykład tego, że jeżeli się czegoś bardzo pragnie, żadne kłody rzucane pod nogi nie są w stanie spowolnić.

Z młodym polskim skoczkiem udało nam się porozmawiać podczas zawodów FIS Cup w Zakopanem. Zawodnik pokazał się tam z bardzo dobrej strony, zajmując wysokie czwarte miejsce w sobotnim konkursie i osiemnaste w niedzielnym. Skoczek nie krył zadowolenia ze swojej dobrej dyspozycji. - Forma idzie mi cały czas w górę, brakuje mi jeszcze tak zwanego tajmingu, trafienia w próg, ale już wczoraj wyszło to w drugim skoku. No i leciało się. Dzisiaj nogi trochę nie pracowały tak jak powinny i było właśnie inne odczucie przez co troszkę spóźniałem odbicie, ale i tak nie jest źle - ocenił.

Warto podkreślić, że w sobotę Leja był najlepszym zawodnikiem spośród biało-czerwonych, mimo, że nie jest członkiem żadnej z kadr. Skoczek nie może niestety liczyć na wsparcie związku i musi sam opłacać swoje treningi i inne wydatki. Jak radzi sobie z tą sytuacją? - Trenuję dzięki temu, że jestem studentem i jestem w takim systemie studenckim w swoim klubie, gdzie jest wsparcie z centrali z AZS. W tym roku dość konkretnie obcięli nam fundusze, ponieważ Maciek, który był wliczany jeszcze rok wcześniej do grupy po prostu skończył studia i wszystkie jego wyniki zniknęły. Sytuacja bez wsparcia jest ciężka, teraz mieliśmy wszystko wyliczone tak, że starczyło mi na wyjazd do Ramsau, byliśmy tam 2 dni. Skoczyłem 4 treningi. Do tej pory mam oddane 50 skoków w tym sezonie, a jest już połowa stycznia. W takim czasie powinno się mieć ze 150 skoków, ale nie pozwalają mi inaczej, więc skaczę jak tylko mogę i ile mogę - tłumaczył Leja.

Decyzja o odsunięciu od kadry utalentowanego i perspektywicznego zawodnika już wcześniej odbijała się echem w skokowym świecie. Oliwy do ognia dolały jednak Mistrzostwa Polski, gdzie Leja spisywał się bardzo dobrze. Zapytani o tego zawodnika Apoloniusz Tajner i Adam Małysz stwierdzili, że obserwują go uważnie, jednak ma on problem z wagą i póki nie schudnie nie będzie mógł trenować w kadrze. Co na ten temat twierdzi sam zainteresowany? - To nie jest prawda, że jestem gruby. Gruba osoba to jest taka, która ma tłuszcz, która z tego tłuszczu może zejść, a ja nie mam tłuszczu tylko mięśnie, a żeby schudnąć z mięśni to musiałbym przerwać cały sezon i nie skakać. To byłoby nieopłacalne. Skakałbym na takich FIS Cupach, dajmy na to plasuję się teraz w pierwszej piątce, dwudziestce to wtedy bym się nawet do czterdziestki chyba nie załapał. To ma taki wpływ na odbicie, zmęczenie organizmu, bo trzeba spalać mięśnie. To nie jest tłuszcz! Miałem badania i wyszedł mi bardzo niski poziom tkanki tłuszczowej. Byłem w szoku, bo myślałem, że będzie troszeczkę więcej, ale  jest na granicy minimum - wyjaśnił zawodnik.

Co zatem sprawia, że osoba z minimalną ilością tkanki tłuszczowej uważana jest za grubą? Po prostu względy genetyczne. - Odziedziczyłem po ojcu budowę i muszę się strasznie pilnować. Nie mam dostępu do dietetyka, ułożonej diety, nie mam takich funduszy, by kupić sobie wszystkie rzeczy. - żalił się zawodnik - Jem zdrowo, jem dużo sałatek, warzyw, owoców. Raz byłem prywatnie u dietetyka, musiałem troszeczkę zapłacić, ale poszedłem, bo mi zależy. Chciałem wrócić do formy, a że niby miałem problem to poszedłem. Okazało się, że wtedy miałem wyższy wskaźnik tłuszczu, ale teraz latem on spadł i jestem zadowolony z tego.

Brak dostępu do dietetyka nie jest jedynym problem skoczka. Doskwiera mu także brak możliwości regeneracji po zawodach. Skoczek zaledwie raz miał możliwość skorzystać z pomocy fizjoterapeuty, podczas zeszłorocznej Uniwersjady. Przy okazji innych zawodów musi radzi sobie sam. - Często jak wstaję to czuję jak moje mięśnie są zbite i mnie bolą. Czasami przydałby się taki masaż, wiadomo. Radzę sobie więc inaczej. Wczoraj oglądaliśmy skoki, potem ułożyłem nogi na ścianie wyżej głowy. Wieczorem poszedłęm pobiegać, do tego ciepła zimna kąpiel. Rano wstałem zmęczony i śpiący, bolały mnie nogi, ale jakoś dałem radę - opowiadał Leja.

Dla skoczków z kadry narodowej cotygodniowe zawody są niczym chleb powszedni. Rozkład Krzysztofa Leji wygląda jednak zgoła inaczej. - Najczęściej w poniedziałek mamy siłownię, przyjeżdżam do COS albo Szkoły Mistrzostwa Sportowego, gdzie wybudowana jest nowa hala. We wtorek i środę robię trening w domu sam, bo wiem co mam robić, a trener ma zaufanie do mnie.Czwartek siłownia, w piątek i sobotę ponownie trening w domu, a w niedzielę albo odpoczynek, albo idę potruchtać - wyjaśnił.

Niewielka ilość treningów na skoczni sprawia, że zawodnik praktycznie nie ma szans porównywać swojej formy z innym skoczkami. Nie dziwi więc zatem, że celem Leji jest przede wszystkim pokazanie się w zawodach wyższej rangi. Na szczęście będzie mu to umożliwione już w najbliższy weekend. O czym jeszcze marzy Leja? - Moim celem i marzeniem w tej chwili jest żeby ktoś mnie zauważył, abym mógł dostać szansę powrotu do kadry. Wiadomo że jest wtedy dużo więcej możliwości, jeśli się w niej jest. Może ktoś w końcu przejrzy na oczy, bo sytuacja jest czasem trochę demotywująca - wyraził nadzieję.

Sympatycznemu skoczkowi życzymy właśnie tego. Miejmy nadzieję, że już niedługo otrzyma kolejną szansę od włodarzy Polskiego Związku Narciarskiego. Nikt inny nie zasługuje na nią tak bardzo jak on.

Z Zakopanem dla SkokiokiemKobiet.pl,
Zuzanna Wydera







You May Also Like

0 komentarze