3:37 PM

Wielki Stoch i inni podczas konkursu drużynowego w Planicy

Wielki Stoch i inni podczas konkursu drużynowego w Planicy

Skoczkowie i członkowie sztabów już poszli na degustację potraw z krajów skocznego cyrku, więc należałoby podsumować dzisiejsze zmagania. Planica jak co roku przywitała nas słońcem i pławiącym się w jego blasku Waltera tak naprawdę była to jego własna zajebistość. Jeszcze przed konkursem wszystkie oczy były zwrócone na drużynę polską, która w Pucharze Narodów wyprzedzała Austriaków o 226 punktów. Teraz możemy być już pewni, że nikt nie wyrwie Polskim Orłom zwycięstwa! Ale nie wyprzedzajmy faktów i przeanalizujmy wszystko tak jak Bóg przykazał po kolei.
Oczywiście zaczęło się od prezentacji ekip. Temat przewodni 'Mannequin Challenge'. Przystosowali się wszyscy oprócz Niemców, ponieważ Szanowny Pan Eisenbichler nie mógł się powstrzymać i zaczął machać wstyd i hańba na kolejne pokolenia. Austriacy i Słoweńcy ewidentnie zainspirowali się prezentacją Polaków z Vikersund. Ci pierwsi wymienili Stefana na Goldbergera który dzisiaj już się nie zataczał, brawo, drudzy zaś poszli o krok dalej i zamiast skoczków wystawili Gorana wraz z jego gangiem niczym z warszawskiej Pragi. Bardziej kreatywni byli Włosi, którzy zaprezentowali wszystkim imitację skoku, a także nasi zawodnicy, którzy pokazali, że w każdy element lotu wykonują perfekcyjnie.
Pierwsza seria należała do Niemców, który wyprzedzali Norwegię i Słowenię. Kiepsko zaczęli Polacy, którzy po skokach Żyły (220m) i Kubackiego (201m) zajmowali 6. pozycję. Jednak loty Macieja Kota na 240 metr i Kamila Stocha na 227,5 metra pozwoliły na zajęcie miejsca 4., tuż przed Austrią. Do drugiej serii przeszli również kolejno Japończycy, Amerykanie (dzięki skokowi wciąż poobijanego Kevina) oraz Czesi.
Druga część konkursu była już znacznie ciekawsza. Norwescy skoczkowie wyszli na prowadzenie już po skoku Roberta Johanssona i tak zostało do samego końca. Również Niemcy wykazali się niebywałą stałością i ani razu nie zeszli z drugiej pozycji. Swoje szanse bardzo szybko pogrzebali Słoweńcy, którzy spadli o dwie pozycje. Największa rywalizacja toczyła się między Austrią, a Polską. Po drugiej grupie przegrywaliśmy, ale do akcji znów wkroczył Maciej, tym razem ze skokiem o metr dłuższym. Tym samym nie pozostawił złudzeń Schiffnerowi, który chwilę wcześniej ustanowił nową życiówkę na 218 metrów. No i na deser zostało starcie tytanów. Najpierw skakał Kraft, który lądując na 251 metrze ustanowił nowy rekord skoczni będzie awanti z Johanssonem, a jednocześnie rzucił rękawicę Stochowi. I chyba niewielu z nas spodziewało się, że ten nie tylko ją podniesie, ale również z całej siły uderzy nią Stefana. Kamil poleciał na 251,5 metra i wyznaczył trzy rekordy: Letalnicy, swój własny oraz Polski. W wyniku tego nasi zawodnicy nie przerwali znakomitej passy i po raz kolejny zajęli miejsce na podium. To wystarczający dowód na to, że jutro podczas konkursu indywidualnego może zdarzyć się dosłownie wszystko! Dlatego alleluja i do przodu!

~Maniusia

7:36 PM

Planica, Planica snežna kraljica

Planica, Planica snežna kraljica
Tak jak mówi tytuł dzisiejszego postu. Planica królowa śniegu i... no właśnie. W Słowenii piękna słoneczna pogoda, aż chce się oglądać przystojnych skoczków bez zbędnego okrycia wierzchniego. Na skoczni można było spotkać takie sławy jak kontuzjowany Robert Kranjec. W tym miejscu chciałabym podziękować realizatorowi za wyłapanie słoweńskiego skoczka i pokazanie go światu po tak długiej przerwie. Hvala! (słoweń. dziękuję).


Przedostatni konkurs indywidualny w tym sezonie za nami. Dwa pierwsze miejsca typowe, Stefan śrubokręt Kraft i Andreas wiecznie drugi Wellinger. Na trzecim stopniu ujrzeliśmy ściśniętą mordkę Markusa. Na 99% nic ani nikt nie jest już w stanie odebrać Austriakowi Kryształowej Kuli. Chyba że w trakcie lotu wybuchną mu narty albo przez przypadek nie dotrze w niedziele na skocznie hehe. Miłym zaskoczeniem dzisiaj okazał się Noriaki Kasai, który uplasował się na 4 miejscu oraz Alex Insam, który zdobył aż 16 punktów. Konkurs stał na bardzo wysokim poziomie. Żeby zakwalifikować się do drugiej serii, trzeba było skakać około 218 metrów. Wszystkim Polakom się to udało i Kamil, Piotrek, Maciek i Dawid zakończyli zmagania na kolejno piątym, siódmym, dwunastym i dwudziestym trzecim miejscu. Dalej mamy bezpieczną przewagę w Pucharze Narodów nad Austriakami, z czego się bardzo cieszę. Czuję, że Puchar Narodów już należy do nas, ale narazie trzymajmy się zasady „nie mów hop przed zachodem słońca”. Naszego imprezowicza szukającego dziewczyny Tomasa Vancurę znosiło dzisiaj na prawą, a Sebastiana Colloredo na lewą stronę skoczni. Czy chce ktoś się pobawić w matematyka i wyliczyć, który lądował bliżej band? Odpowiedzi mile widziane w komentarzach. Nikt dzisiaj nie zrobił na mnie wielkiego zrażenia, więc na tym zakończę swój wywód. Jutro ostatnia drużynówka, a w niedzielę ostatnie zawody w sezonie. Polecam zaopatrzyć się w chusteczki. Nasvidenje! (słoweń. do widzenia)

~ Julia

7:17 PM

Początki końca-kwalifikacje w Planicy

Początki końca-kwalifikacje w Planicy

Przyszła Planica, a wraz z nią wielkie emocje. Polacy walczą o zwycięstwo w Pucharze Narodów, a Kamil Stoch ma szanse na kolejną Kryształową Kulę. Wszystko to obserwują z bliska Jagoda i Weornika i od rana dzielą się z Wami swoimi wrażeniami na snapie Skoki Okiem Kobiet. Więc jeżeli wciąż go nie dodałyście to polecam, dzienna dawka śmieszków i szajsu zostanie zapewniona. Skoro już wystarczająco zachwaliłam relację dziewczyn, to mogę przejść do tematu, czyli dzisiejszych kwalifikacji.
Podobno najlepsze prezenty dostajemy od samych siebie. Z takiego założenia wyszedł Robert Johansson i na urodziny podarował sobie zwycięstwo. Wszystkiego najlepszego i zdobycia rekordu świata, tym razem co najmniej na godzinę! Ale hola hola! Nie obyło się zamieszania, bo Norweg prawie stracił zasłużoną wygraną. Na chwilę wykradł mu ją jego reprezentacyjny kolega Johann Andre Forfang, jednak został zdyskwalifikowany. W końcu ktoś się zreflektował i zauważył, że w kroku Johanna spokojnie mógłby zmieścić się Fanniś i jeszcze byłby luz. Dzisiejsze podium dopełnili Piotr Żyła (226m) i autor najdłuższego skoku, Markus Eisenbichler (236m).
Dobry, a raczej znakomity występ zaliczył Alex Insam. Jego lot na 230,5 metra pozwolił na zajęcie 4. lokaty oraz, co ważniejsze, na ustanowienie nowego rekordu Włoch. Skoro mowa o rekordach krajów, również Kaarel Nurmsalu poprawił ten Estonii na 213 metrów.
Przejdźmy do Polaków. Prekwalifikowani Maciej Kot i Kamil Stoch postanowili oddać skoki tylko w treningach. W jutrzejszych zawodach oprócz wspomnianej dwójki zobaczymy również, co jest dość logiczne, Piotra Żyłę oraz Dawida Kubackiego. Niestety nie zobaczymy w nim Jana Ziobry, który zajął dzisiaj 46 miejsce. 
A teraz czas na kilka zaskoczeń! Zakwalifikowali się Tilen Bartol (jako jedyny ze słoweńskiej kadry narodowej), Sebastian Colloredo oraz rzutem na taśmę Andreas Wank i Mikhail Nazarov powinni postawić Forfangowi piwo . Do konkursu nie weszło dwóch Austriaków-Markus Schiffner oraz Daniel Huber. Może jednak warto było zabrać Gregora Schlierenzauera? Raczej nie byłby gorszy od nich, a damska część publiczności miałaby na co popatrzeć.

~Maniusia


6:29 PM

Cały sezon w skrócie czyli podsumowanie Pucharu Kontynentalnego

Cały sezon w skrócie czyli podsumowanie Pucharu Kontynentalnego
Minęły 3 dni od zakończenia COCu, więc dziś krótko podsumujemy sobie miniony sezon. Cykl rozpoczął się na skoczni Vikersundbakken w norweskim Vikersund, a zakończył 19 marca na obiekcie Śnieżynka w Czajkowskim. W sezonie 2016/17 rozegranych w ramach COCu zostało trzydzieści konkursów, z czego jedynie dwa były w Polsce. Zaczniemy od klasyfikacji generalnej. Pierwsze miejsce zajął Clemens Aigner, tuż za nim uplasował się Miran Zupancic, a na ostatnim stopniu podium znalazł się Nejc Dezman tak ten, który w sezonie 2014/15 zajmował stałe miejsce w drugiej, trzeciej dziesiątce PŚ. Siedem razy wygrał zwycięzca klasyfikacji, Zupancic znalazł się na pierwszym stopniu podium 2 razy, a Nejc trzy. Jeśli chodzi o pierwszą ,,dziesiątkę'' to znalazło się w niej aż pięciu Austriaków mistrzostwa kraju pełną parą. Dziesiątkę najlepszych zawodników uzupełniło czterech Słoweńców oraz jeden osamotniony Norweg. Najwięcej, bo aż 11 razy na najwyższym stopniu podium stanęli Słoweńcy, 10 razy Austriacy, 3 razy Norwegowie oraz Niemcy i zaledwie raz reprezentant Czech. Niestety w tym zestawieniu zabrakło naszych orzełków nielotów, którzy zaledwie 5 razy stanęli w tym sezonie na podium (raz 2. miejsce, cztery razy 3. miejsce)  normalnie szał oraz zajęli dość odległe miejsca w klasyfikacji. Najlepszy z Polaków to 16. Klemens Murańka, za nim uplasowali się jeszcze między innymi: 26. Kuba Wolny, 38. Janek Ziobro, 42. Olek Zniszczoł, 52. Paweł Wąsek, 54. Krzysiek Biegun. Jak widać nie zachwyciliśmy. W klasyfikacji drużynowej pierwsze miejsce (zupełnie zasłużenie) zajęła Słowenia, a podium uzupełniła kolejno Austria i Niemcy. Biało-Czerwoni zajęli dopiero piątą pozycję. Postawa naszych skoczków nie zniewalała, co przełożyło się na kwoty startowe do Pucharu Świata. Podsumowując, COC zdecydowanie należał do znakomitych Słoweńców oraz Austriaków którzy jak wspominałam, urządzili sobie mistrzostwa kraju w Pucharze Kontynentalnym. Niestety sezon zdecydowanie nie leżał Polakom, aż strach pomyśleć co by się stało, gdyby wszyscy reprezentanci kraju Stefana Krafta przerzucili się na Puchar Świata, być może oglądalibyśmy samych Austriaków ktoś by się pewnie ucieszył. Sezon Pucharu Kontynentalnego 2016/17 odchodzi w zapomnienie, a my skupiamy się na ostatnich trzech konkursach w Planicy, na które serdecznie zapraszam.

~Tysia

3:08 PM

Nadeszła Planica

Nadeszła Planica
Jak ten czas szybko leci, niedawno rozpoczynaliśmy ten sezon, a teraz już jest koniec. Nadeszła Planica! Oby atmosfera była jak zwykle piknikowa, a słońce przyjemnie dogrzewało, bo w końcu czas się opalić.


W Planicy już nikt nie ściga się ze sobą, nikt się nie kłóci, wszyscy się kochają, bo oto nadchodzą wakacje. Większość miejsc jest już rozdana, więc można w spokoju smażyć kiełbaski i pić polską wódkę. Jeżeli tak jak my, nie możecie doczekać się Planicy dodajcie nas na naszym snapchacie - skokiokiemkob, gdyż będziemy starały do was snapować z tego cudownego miejsca.

Dobra, kilka słów o obiekcie, na którym będą rywalizować zawodnicy - Letalnica (dawniej Velikanka), to jedna z czterech największych skoczni na świecie. Jej rozmiar wynosi 225 metrów, a punkt K leży na 200 metrze. Oficjalnie rekord Słoweńskiej olbrzymki należy do Petera Prevca, który odleciał tutaj na 248,5 metra przed dwoma laty, jednakże rok temu Tilen Bartol (znany głównie z zawodów PK), podczas testów skoczni przekroczył magiczną barierę 250 metrów i lądował nawet 2 metry dalej. Rekord nie został jednakże uznany, ze względu na nieoficjalne treningi.

Planica (SLO): FINAŁ
23.03.2017
9:00 - treningi
11:00 - kwalifikacje
24.03.2017
14:15 - seria próbna 
15:15 - pierwsza seria konkursowa
25.03.2017
9:00 - seria próbna konkursu drużynowego
10:00 - pierwsza seria konkursu drużynowego
26.03.2017
09:00 - seria próbna
10:00 - pierwsza seria konkursowa finału

~Jagoda

8:23 PM

Top10 tygodnia 13 marca - 19 marca

Top10 tygodnia 13 marca - 19 marca
I kolejny tydzień za nami.. Czas na podsumowanie ostatnich obfitujących w wydarzenia siedmiu dni.


10. Norweskie bailando
Bjørn Einar Romøren, były norweski skoczek, podczas rutynowej kontroli drogowej został przyłapany na jeździe pod wpływem alkoholu. Dodajmy, że kontrola miała miejsce jeszcze przed południem. A ja myślałam, że obowiązuje zasada "Alkoholu przed 13 nie podajemy"

9. Świeżo upieczeni tatusiowie pozdrawiają
W ciągu ostatnich siedmiu dni nasza skoczna rodzinka troszkę się powiększyła. Gratulacje dla świeżo upieczonych tatusiów Stefana Huli i Kuby Kota oraz ich małżonek.

8. Rekord, upadek i najlepszy wynik w sezonie
Tak w skrócie można opisać niedzielny konkurs z perspektywy Kevina Bicknera. Najpierw młody Amerykanin przeleciał wszystkie wcześniejsze rekordy (swój jak i Ameryki) lądując na 244,5 metrze, ustanawiając przy tym rekord w długości lotu Ameryki Północnej. Później w drugiej serii tuż po wylądowaniu zaliczył groźnie wyglądający upadek. Ostatecznie zakończył zmagania w konkursie na 15 miejscu.

7. Rekordy, rekordy i jeszcze raz rekordy...
Jeszcze do 18 marca rekordzistą w długości loty był niziutki Norweg, Anders Fannemel. Wszystko się zmieniło w ostatnią sobotę, podczas konkursu drużynowego na skoczni w Vikersund. Najpierw Robert Johansson poprawił rekord swojego kolegi z reprezentacji, aby 20 minut później Stefan Kraft mógł zabrać tytuł "Rekordzisty świata w długości lotu" do mroźnej Austrii.

6. Powrót Demona
Zaliczył przyrke i wrócił. Słoweniec powrócił do rywalizacji w Pucharze Świata i to jeszcze w jakim humorze.. Po skokach w niedzielnym konkursie na jego twarzy widniał jeden z tych uśmiechów, które znamy tylko z reklamy pasty do zębów.

5. Clemens Aigner zwycięzcą całego cyklu Pucharu Kontynentalnego
Gratulujemy Austriakowi i życzymy powodzenia w sezonie letnim!

4. Brak Gregora w Trondheim
Schliri zrezygnował z występu w prologu po tym, jak oczekiwał na swoją próbę ponad 20 minut. Stwierdził, że jego mięśnie nie są już odpowiednio rozgrzane i wolał uniknąć kolejnego bliskiego spotkania ze śniegiem na buli.

3. Trzecie miejsce Wellisia w Raw Air
Nasze ulubione dziecko Milki przeżyło chwilę grozy, smutku oraz rozczarowania po niedzielnym konkursie. Wszystko za sprawą zepsutego skoku w drugiej serii, który spowodował spadek Niemca w klasyfikacji konkursu na trzecie miejsce. Trochę jak déjà vu z Bischofshofen...

2. Odrodzenia się Kamila
Król Kamil powrócił i to w jakim stylu! W pięknym stylu wygrał niedzielny konkurs i finalnie zajął 2 miejsce w klasyfikacji turnieju nordyckiego. Bo ponoć gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta.

1. Kraft wygrywa Raw Air
Stefan Kraft wygrał klasyfikację konkursu Raw Air oraz piękny metrowy talerz wyglądający jak antena telewizyjna. Ciekawi mnie tylko mina pasażerów samolocie na widok zdobyczy Austriaka.

~Natt







7:51 PM

Skoki dla opornych - ekwipunek skoczków

Skoki dla opornych - ekwipunek skoczków
Pewnie zdecydowana większość z Was wie mniej lub bardziej, jakie jest wyposażenie przeciętnego, szarego skoczka. Jednak chciałabym wam dziś to przybliżyć. O nartach i kombinezonie pisałam już tutaj, więc pozostało mi tylko kilka elementów do omówienia.
Zacznijmy więc od podstaw. Buty - to zdecydowanie ważna sprawa. Powinny być wykonane ze skóry, z usztywnieniem na tyle. Dzięki temu skoczek ma swobodę ruchu nogą, a jednocześnie stabilizację, zapobiegającą większym urazom. Równocześnie może odpowiednio się pochylić, by lecieć równolegle z nartami.
Kolejne w kolejce są wiązania, bez których nie było by tak łatwo utrzymać się na nartach. W przeciwieństwie do kilku lub kilkunastu lat wstecz, są one o wiele bezpieczniejsze, ze względu na to, że w razie awarii, zwanej również upadkiem, samoistnie się odpinają. Ich tylna część jest ruchoma, co daje możliwość zabawy w balansowanie w powietrzu, przez oderwanie stopy od narty.
Jak już pewnie zauważyliście, bezpieczeństwo to podstawa. Tu przychodzą z pomocą również gogle i kask. Może najpierw słów kilka o tym pierwszym. Gogle mają za zadanie chronić oczy zawodnika. W końcu wpadające do oczu pyłki i inne muchy przeszkadzają w skupieniu z łzawiących oczu nie ma żadnego pożytku. A co, jakby taki typowy Ajzynbiśla by nie miał gogli? Nie widziałby nawet gdzie ląduje. Nie żeby teraz już nie widział nawet własnego trenera. Śmiało możemy teraz zająć się kaskiem. Od lat 80. jest wpisany na stałe w jawne kodeksy Federacji, jako obowiązkowy element wyposażenia, ze względów na zachowanie wszelkich zasad BHP i innych anty-urazowych specyfików. Jego dekoracja zależy od samego zawodnika, jednak koniecznie muszą się na nim znaleźć loga sponsorów. Mamy tu Milki, Atlasy czy też inne Viessmanny. Wzorki też charakteryzują się różnorodnością. Polacy pod tym względem prezentują się wyjątkowo. Możemy lub mogliśmy oglądać ognistego kocura, papieża Jana Pawła II, polskie Siły Lotnicze, ale również góralską parzenicę.
Pewnie jesteście ciekawi, ile trzeba na takie cuda wydać? Jest to spory wydatek, rzędu 3.000zł. Nie każdego jednak z początku na to stać, więc sprzęt fundowany jest przez klub młodego (lub mniej młodego) zawodnika, a później przez kadrę, która zysk czerpie od sponsorów.
Mam nadzieję, że dostatecznie wyczerpałam temat i sprawa sprzętu może zostać zamknięta. Zatem zostawiam Was z tym, jako czytanka w oczekiwaniu na Planicę.



~Em.

6:23 PM

Echa Raw Air

Echa Raw Air
Czy tylko ja mam wrażenie, że po ostatnich dwóch konkursach wszyscy zapomnieli o prawdziwym obliczu Raw Air? Nie? W takim razie w kilku fotografiach przypomnę wam, że ostatnie dziesięć dni nie zawsze było takie kolorowe.

Tym razem nie chodzi o zdjęcie, bądź co bądź naprawdę
powalającej urody, ale o komentarz. Dziewczyna Johanna
wyjątkowo mało słodzi. Czyżby kryzys w Raju?

Niby Oslo, Norwegia, bogactwo i wysoki
poziom życia, a śniadanie niczym z polskiego szpitala.

Jeżeli myślicie, że na tym zdjęciu najciekawsza jest żyła
Andiego to grubo się mylicie. Gdy przyjrzycie się dokładniej,
dostrzeżecie Markusa śpiącego w pozie na 'menela
z komunikacji miejskiej'.

Do tanga trzeba dwójki, a do konkursu drużynowego
czwórki, rzecz prosta. Dlatego w obliczu braku Stocha,
zapewne porwanego przez wiatr a mama mówiła żeby więcej
jeść, trzeba było wystawić Orła z Wisły. Widok ten
skutecznie postraszył rywali.

Kiedy Raw Air denerwuje cię tak bardzo, że postanawiasz 
zostać owocem GMO.

Jeżeli ktoś stęsknił się za tym dobrze wyglądającym
Norwegiem to proszę bardzo, oto i on!

Noriaki chce się wmieszać w tłum
dwudziestolatków, ewentualnie
jego oryginalna koszula i czapka to
efekt kryzysu wieku średniego.

Kiedy masz życiówkę lepszą niż Schlieri,
więc pławisz się w blasku jarzeniówek.

Stefan ewidentnie szuka najlepszego kąta
do zrobienia selfie, a Michael, jak na prawdziwego
przyjaciela przystało, dzielnie znosi jego 
samouwielbienie.

Serwismeni, niby niewidoczni, ale mają
znaczny wpływ na sukcesy polskiej
drużyny. Dziękujemy!


~Maniusia

Źródła zdjęć: instagram, snapchat, twitter.com

4:21 PM

Groch z kapustą – podsumowanie Wielkiego Norweskiego Eksperymentu

Groch z kapustą – podsumowanie Wielkiego Norweskiego Eksperymentu



W tym roku Norwedzy chcieli się koniecznie wyróżnić. Z tej okazji zorganizowali niebywałe, jedyne w swoim rodzaju, mordercze zawody – Raw Air. Nikt nie był na początku zbytnio przekonany do tego pomysłu. Końcowo jednak zdania zapewne się podzieliły. Bo jedno możemy przyznać z całą pewnością – emocji nie brakowało. Krzyki do telewizora, kurczowe zaciskanie kciuków, łzy szczęścia i porażki to właśnie to, czego było nam trzeba!
Dla samych zawodników – ogromne wyzwanie. Początkowo mieli oni oddać 16 skoków (kwalifikacyjnych i konkursowych), a łączna nota ze wszystkich prób miała wyłonić zwycięzcę. Organizatorzy nie wzięli jednak pod uwagę jednego z głównych, jakże kapryśnych bohaterów – wiatru. Pokrzyżował on nieco plany i zawody w Lillehammer musiały zostać odwołane. Teoretycznie więc, zawodnicy oddali 14 skoków. Teoretycznie, ponieważ tylko 14 z całej stawki udała się ta sztuka.
Niebywałą, wprowadzającą sporo zamieszania nowością były kwalifikacje – prologi, których skoczkowie nie mogli potraktować jako treningów z czego zapewne byli mocno niezadowoleni polscy zawodnicy. Niemal każdy skok musiał być perfekcyjny. Jeden błąd kosztował bardzo, bardzo dużo.  
Pogoda dawała się organizatorom we znaki i z jej powodu, praktycznie każdy konkurs był opóźniany. Niemałym szczęściem było, kiedy wiatr się uspokajał i pozwalał na oddawanie bezpiecznych i dalekich skoków. A skoro już o takich mowa, należy wspomnieć, że podczas drużynowego konkursu na Vikersundbakken dwukrotnie pobito rekord świata w długości lotu. Pierwszym razem za sprawą wąsatego Roberta Johanssona, a drugim – Stefana Krafta. O tyle o ile pierwsza próba została ustana, o tyle co do drugiej zapewne wielu ma pewne wątpliwości. Było bowiem widoczne, że Kraft delikatnie dotknął zeskoku tylną częścią. Ale skoro sędziowie nie widzieli, to znaczy, że się nie liczy. Jak widać, to temat na dłuższą dyskusję.
Fani tańca również mogli znaleźć w Raw Air coś dla siebie. Mianowicie, jakże cudowną, jego skoczną odmianę – taniec z belkami. Nie brakowało go w żadnym z konkursów. Ba, w Vikersund zawodnicy mieli odejmowane nawet po 40 punktów za wydłużony rozbieg. Takie rzeczy tylko w Norwegii.
W ostatnim konkursie sporą gratką dla spostrzegawczych kibiców były plastrony, na których, zamiast tradycyjnych numerów, widniały nazwiska skoczków. Niezła atrakcja zapewne nie tylko dla nas. Dostać od skoczka taki plastron… to dopiero marzenie!
Wikingowie ukazali swoją nietuzinkową wyobraźnię jeśli chodzi o wręczanie upominków. Jednym razem były to czapki, kolejnym talerze, a jeszcze innym zestawy kołder (lub koców ; ciężko stwierdzić). Normalnie must have do przetrwania w drodze. Praktyczne podejście, nie powiem. Zadbali o wszystko.
A propos talerzy… Wielką fetą okazało się wręczanie głównej nagrody – wielkiemu talerzowi towarzyszyła bowiem ochrona i operowa pieśń wykonywana przez… jakiegoś pana. Raczej nikt znajomy. Kibice mieli dosłownie dwa w jednym. Nie dość, że skoki, to jeszcze opera w pakiecie.

Wygrał w czepku urodzony Kraft najlepszy. Niektórzy mieli niezłą lekcję pokory. Inni świetną zabawę. Gdyby nie wiatr, mogłoby być naprawdę miło.
Na koniec mam jeszcze taką malutką dygresję… Może by tak zmienić nazwę turniej z Raw Air na Raw Wind? Brzmi chyba wiarygodniej.
Całe to ,,zjawisko” pozostawiam waszej ocenie. Nie mam jednak najmniejszych wątpliwości, że nie ma on szansy na jakąkolwiek rywalizację z Turniejem Czterech Skoczni. 

~Marysia


6:08 PM

Epilog, czyli jedna wielka niespodzianka

Epilog, czyli jedna wielka niespodzianka


Kto by pomyślał po zakończeniu pierwszej serii, że wszystko zakończy się właśnie w taki sposób. Kiedy ja sama nie wiem czy powinnam się cieszyć, czy raczej płakać. Emocji dziś nie brakowało. Tego jestem pewna. Ale zacznijmy od początku.
Dawno, dawno temu, a dokładniej jakieś trzy godziny temu rozpoczął się ostatni akt debiutującego turnieju – Raw Air. Ciężko było się połapać, według jakiej klasyfikacji skakali zawodnicy, tak więc spieszę z pomocą dla tych, którzy jeszcze tego nie wykminili. Otóż była to kolejność zaczerpnięta z generalnej lotów. Ale żeby było ciekawiej, punkty liczyły się też do tradycyjnej klasyfikacji, a noty także do klasyfikacji Raw Air.
W pierwszej serii dobrym skokiem popisał się Johann Andre Forfang ten od Celiny i sweetaśnych foteczek, który ewidentnie się odblokował i w Vikersund skakał jak natchniony. Dzięki próbie na odległość 242,5 metra długo utrzymywał prowadzenie. Pół metra dalej wylądował Daiki Ito. Amerykańskiemu zdolniasze – Kevinowi Bicknerowi mało było wczorajszego rekordu, tak więc dziś poleciał aż na 244,5 metra. Niewątpliwie było to spore zaskoczenie dla wszystkich kibiców.
Daleko poszybował także niezłomny Noriaki Kasai (239,5 metra), który według Sebastiana Szczęsnego jest jak wino. Dlaczego? ,,Im starszy tym lepszy”. Ciekawe wnioski…
Szczęście odwróciło się za to od naszego ulubieńca – Markusa Eisenbichlera. Próba na odległość 141,5 metra nie dała mu kwalifikacji do drugiej serii. Chłopak starał się opanować i całkiem nieźle mu to wyszło. Z prawie kamienną twarzą zszedł z zeskoku. Ba, nawet pomachał do kamery! Panie Eisenbichler, co tu się dzieje?!
Dłużny swoim starszym kolegom nie pozostał Demon Domen Prevc, który dzięki swojej zuchwałej postawie (mam tutaj na myśli umieszczenie głowy dalej niż narty, czyli sławne prevcowe ,,wychylenie”) skoczył 236,5 metra. A co najważniejsze, obyło się bez upadku! Brawo!
Niemniej emocjonująca była końcówka pierwszej serii.
Tuż przed próbą Kamila Stocha, belka powędrowała w dół. Mistrzom jednak nie straszne i takie sytuacje. Nasz Orzełek z Zębu, w nienagannym, ocenionym na trzy noty 19,5- punktowe stylu, poleciał na 238,5 metra. Zaraz po nim, swój skok zepsuł całkowicie Daniel Andre Tande (182 metry) i zabrakło dla niego miejsca w finałowej serii. Nasz Ken nie krył złości, ale co mu się dziwić. W końcówce sezonu każdy chciałby pokazać się z jak najlepszej strony, a u tego pana wychodzi ostatnio całkiem odwrotnie.
Nie zawiódł za to Andi Wellinger, który po skoku na 242 metr, prowadził po pierwszej serii. Zaraz za nim uplasował się Stoch. Trzecie miejsce należało do Stefana Krafta (237,5 metra).
Jeśli ktoś po pierwszej serii sięgnął już po tabletki od ciśnienia, to był w wielkim, koszmarnym błędzie.
W drugiej serii swoją lokatę usiłował poprawić 28 Piotr Żyła. Niestety, nie wyszło mu to zbyt dobrze. Chyba DJ-ie na skoczni za cicho puścili ,,Przez twe oczy zielone” Zenka Martyniuka i w konsekwencji, Wiewiór nie miał z czego odlecieć.
O tyle o ile Złotousty nie poprawił swojego skoku, o tyle Rysiek Piątek zepsuł go totalnie. Gorzej już się nie dało. 128 metrów nawet na dużej skoczni nie byłoby satysfakcjonujące. A co dopiero na mamucie…
Dawid Kubacki nie zmarnował swojej drugiej szansy i poleciał na 232 metr, czym pobił swój życiowy rekord. W ,,międzyczasie”, po skoku Dzióbało, mogliśmy podziwiać dzikie wygibasy najstarszego z Prevców. Ale spokojnie, i na to pan Szczęsny miał wytłumaczenie. Według niego, Peter ,,Sprawdzał, czy ma kręgosłup”. Pozostawię to bez komentarza.
Cudowne odrodzenie przeżył także Anders Fannemel, były rekordzista świata, który poleciał na 244 metr. Swój rekord życiowy poprawił Karl Geiger, który najwidoczniej chciał się zrehabilitować za wczoraj i pokazać kolegom z drużyny, że coś jednak potrafi.
Kelvin Bickner wypił chyba za dużo Red Bulla i wydawało mu się, że poleci jeszcze, jeszcze dalej. Koniec końców nie poleciał. Zaliczył za to dość nieprzyjemnie wyglądający upadek. Kto wie, czy lądując na 234,5 metra nie przekreślił swojego startu w Planicy.
Noriaki Kasai zdążył pobić jeszcze swój rekord życiowy (241,5 metra), zanim rozegrało się istne piekło.
Stefan Kraft zepsuł swoją próbie i mogło się wydawać, że lądując na 215 metrze, oddaje w prezencie Welliemu wygrana w Raw Air. Nic bardziej mylnego.
Ale za nim stało się to, co miało się stać, kapitalną próbę oddał Kamil Stoch. 237 metrów w pięknym, mistrzowskim stylu. Radość dla serc wszystkich polskich kibiców.
Ostatni zawodnik, czyli wspomniany już wcześniej Andi Wellinger zaprzepaścił swoje szanse na wygrana w Raw Air. Wylądował na zaledwie 166 metrze i zajął w konkursie 18 miejsce. Nie wytrzymała psychika? Za mało doświadczenia? A może błąd techniczny? Tego póki co nie wiemy. Niemniej jednak, jest mi bardzo, bardzo smutno z tego powodu. Całym sercem jestem z Milką.

Mieliśmy dziś okazję usłyszeć ,,Mazurka Dąbrowskiego”. Podium uzupełnili Noriaki Kasai i Michael Hayboeck.
I mimo dopiero 5. miejsca, to właśnie Stefan Kraft wygrał Raw Air. Stoch awansował na 2. miejsce. Welli spadł na 3.
Jak widać, sport bywa nieprzewidywalny. Taka uroda skoków chciałoby się rzec. To, co dziś się wydarzyło, pewnie jeszcze długo pozostanie w pamięci zawodników oraz naszej – kibiców.
Z tej okazji, już dziś zapraszam na jutrzejsze podsumowanie całego norweskiego cyklu.

~Marysia


1:29 PM

CoC część druga - finał

CoC część druga - finał
To już jest koniec, nie ma już nic, jesteśmy wolni, możemy już iść - słowa tej piosenki mogą dziś oficjalnie zaśpiewać skoczkowie startujący w Pucharze Kontynentalnym. Ci, którzy nie pojadą do Planicy oficjalnie rozpoczęli wakacje. Za nami ostatni w tym sezonie konkurs zimowego CoCu, w którym na swój tron powrócił Clemens Aigner. Po czterech wygranych zawodach z rzędu skoczek odstąpił na pierwszy konkurs w Czajkowskim wygraną Niemcowi - Constantinowi Schmidowi, który dziś uplasował się na miejscu 7. (102 m, 98,5 m). Aigner już wczoraj był pewien triumfu w końcowej klasyfikacji generalnej w Pucharze Kontynentalnym lecz podczas dzisiejszego konkursu skokami na 98 i 99 metrów postawił kropkę nad przysłowiowym ,,i'' wygrywając po raz 7. w tym sezonie. Na drugim miejscu znalazł się Słoweniec Rok Tarman (104 m, 99 m) tracąc do Austriaka zaledwie 3,5 pkt. Podium w finałowym konkursie uzupełnił kolega z kadry Aignera - Daniel Huber (103,5 m, 101,5 m). W czołowej szóstce znalazł się jeszcze jeden Słoweniec Miran Zupancic oraz dwóch Rosjan, Roman Trofimov i Denis Kornilov, który prowadził po pierwszej serii. Warto jeszcze wspomnieć, że w pierwszej dziesiątce znalazło się dwóch Austriaków i Słoweńców oraz trzech Rosjan i Niemców, trochę jak mistrzostwa poszczególnych krajów. Polacy w dniu dzisiejszym spisali się dużo gorzej, niż podczas poprzedniego konkursu. Do drugiej serii ponownie zakwalifikowało się trzech naszych, odpadł jak w dniu wczorajszym Stanisław Biela. Najlepszy z naszych orłów był Kuba Wolny który zajął 17. miejsce (95 m, 92,5 m). Na 22. lokacie znalazł się Paweł Wąsek po dwóch skokach na odległość 97 metrów, natomiast Aleksander Zniszczoł uplasował się na miejscu 27. Niestety Puchar Kontynentalny w sezonie 2016/17 dobiegł końca, pozostaje nam z zapartym tchem śledzić ostatnie konkursy Pucharu Świata. 
~Tysia
Copyright © 2016 Skoki okiem Kobiet , Blogger