Obsługiwane przez usługę Blogger.

Podsumowanie ostatniego miesiąca roku

by - 11:55 PM

Ostatni miesiąc 2017 roku zleciał nam przy pełnych emocji konkursach. Sylwester dla większości z nas jest okazją do spędzenia czasu ze znajomymi, wyszalenia się, jednak naszych ulubieńców już jutro czeka kolejny etap Turnieju Czterech Skoczni w Garmisch-Paterkirchen. Za kogo trzymacie kciuki?

1. Rekordy Norwegów w Niżnym Tagile.

W Rosji mieliśmy okazję zobaczyć wiele skoków powyżej 130. metra oraz dwa rekordowe skoki. Pierwszy 141-metrowy zdobyty przez Daniela Andre Tande oraz drugi, dłuższy o pół metra Johanna Andre Forfanga, dzięki któremu zdobył 3. miejsce, ustępując Richardowi Freitagowi i wspomnianemu wcześniej koledze z kadry.

2. Deklasacja Polaków w pierwszym grudniowym konkursie w Rosji.

Wszyscy przyzwyczailiśmy się do dobrych wyników reprezentantów naszego kraju, a okazjonalnych fanów skoków na pewno zdziwiła forma Polaków, z których tylko Piotr Żyła zakończył zawody w pierwszej dziesiątce. 15. miejsce zajął Kamil Stoch, a ulubieniec większości babć (lub przynajmniej mojej oraz jej przyjaciółek) Agent Mruczek Maciej Kot znalazł się pięć lokat niżej. Czy tylko u mnie w domu całość została skwitkowana niecenzuralnymi słowami?

3. Niemiecko-austriackie podium i brak awansu dla Michaela Hayboecka oraz Petera Prevca.

Drugi rosyjski konkurs mógłby zakońćzyć się niemiecką dominacją, gdyby nie drugi o wiele krótszy skok Markusa Eisenbichlera. Ostatecznie na podium pojawili się Andreas Wellinger, ponownie Richard Freitag oraz ulubieniec każdego Polaka - Stefan Kraft. Do niespodzianek z pewnością należał brak Hayboecka i najstarszego ze słoweńskich braci w drugiej serii.

4. Polsko-norweska dominacja

W pierwszym konkursie na Hochfirstschanze swoją dobrą dyspozycję w konkursach drużynowych utrzymali Norwegowie. Na czele z Forfangiem i Tande stanęli na najwyższym stopniu podium wyprzedzając Polaków o jedynie 0.8 pkt. Trzecie miejsce padło łupem Niemców już ze znaczną stratą do wyżej wymienionych reprezentacji.

5. Loteryjny, jednoseryjny konkurs indywidualny

W niedzielne popołudnie na starcie miało stanąć, tak jak zawsze, pięćdziesięciu zawodników, by rywalizować indywidualnie. Niestety pogoda dawała się we znaki. Ostatecznie po dwugodzinnym (?) oczekiwaniu zawody wystartowały, jednak warunki pozwalały tylko na zrealizowanie jednej serii konkursowej. Tutaj szczęścia nie zabrakło młodziutkiemu Constantinowi Schmidowi, który ostatecznie zawody skończył na ósmej pozycji. Na taki wiatr nie trafił już nikt, a z jednym z gorszych musiał sobie radzić Anders Fannemel, który nie zdołał awansować do czołowej trzydziestki. Ostatecznie na pierwszym miejscu stanął Freitag, na którego w tej chwili nie ma mocnych, następnie na podium pojawił się Wellinger, a zamknął je Daniel-Andre Tande. Wartym odnotowania punktem jest powrót na skocznię Gregora Schlierenzauera w ten weekend. Austriak zawody indywidualne zakończył na 22. miejscu.

6. Powrót Kamila Stocha.

Szwajcarski Engelberg, czyli ostatnie przygotowania do Turnieju Czterech Skoczni. Dla Polaków miał to być przystanek, w którym odbiją się od dna i wyfruną po czołowe lokaty. Jednak czy tak było? Jedynym plusem tego weekendu był Kamil Stoch, który wrócił do łask i wskoczył dwukrotnie na podium. Raz był trzeci, raz drugi. Reszta raczej poniżej oczekiwań, choć bez rozczarowań. Natomiast jeżeli chodzi o Panów zza granicy, nieoczekiwanym zwycięstwem w pierwszym konkursie będzie mógł się chwalić Anders Fannemel, który przecież nie tak dawno nie łapał się do najlepszej trzydziestki! Tym razem do niej "nie doleciał" Noriaki Kasai. Podium uzupełnił Richard Freitag oraz Polak rodak Kamil Stoch. Świetnym miejscem może pochwalić się również młody wiking Halvor Egner Granerud (był piąty), natomiast Junshiro Kobayashi po 4. miejscu w Niemczech wciąż utrzymuje formę - tym razem kończy siódmy. W drugim konkursie na medal spisał się wspomniany już wcześniej niemiecki wąsacz, tuż za nim orzeł z Zębu, podium zamknął najpopularniejszy bóbr - bóbr Stefan z Austrii. Polacy wciąż poniżej oczekiwań.

7. Siostrzeniec Małysza na fali

Czy to Klemens Murańka? Czy to Tymoteusz Cieńciała? Nie! Toż to Tomasz Pilch w całej okazałości. Ten młody skoczek prosto z Wisły dominuje na zapleczu Pucharu Świata i wywalczył tym samym kwotę siedmiu zawodników na Turniej Czterech Skoczni. Jak media już zdążyły podchwycić, może to być następca Małysza. Choć w pewnym sensie, już nim jest. W końcu z Małyszem ma więcej wspólnego niż co najmniej taki Klimek Murańka. Jednak w Pucharze Świata zadebiutuje dopiero w Innsbrucku.

8. Złoty Stefan Hula.

Drugi dzień świąt, czas relaksu i odpoczynku dla naszych zapełnionych brzuchów po świątecznym obżarciu. Jednak niektórzy wolą ten dzień spędzić inaczej, na przykład na skoczni, rywalizując w kolejnych zimowych mistrzostwach Polski w skokach narciarskich. Do rywalizacji przystępujemy jak zwykle w święta. Sytuację z pewnością wykorzystał Stefan Hula, który najwyraźniej w święta swój brzuch oszczędzał. Widać to było przy drugim skoku Kamila, który prowadząc po drugiej serii nie umiał doskoczyć do Stefana, tym samym zdobywając jedynie brązowy medal, drugi był Piotr Żyła. W internecie pojawiły się tysiące spekulacji i teorii spiskowych. Jedni mówią, że orzeł z Zębu oddał zwycięstwo swojemu przyjacielowi, by miał coś z tej kariery. Drudzy jednak mówią, że Kamil nie dał rady, bo zapchał się sałatką jarzynową na świątecznym śniadanku. Którzy z nich mają rację? Tego się pewnie nie dowiemy nigdy.

9. Powrót na właściwe tory

Oberstdorf, czyli pierwszy przystanek Turnieju Czterech Skoczni w sezonie 2017/18. Ziemia, która bywała dla Polaków czymś, o czym wolelibyśmy niekoniecznie wspominać. I choć kilka razy nasze orły plasowały się tutaj na czołowych miejscach, tak nigdy nikt z naszych tutaj nie wygrał. Aż do dzisiaj! Kamil Stoch i jego fenomenalny skok w okolice punktu HS i mamy to! Awans z czwartej pozycji na pierwszą. Na drugie miejsce wskoczył niestrudzony Richard Freitag, który wg niemieckich gazet miał ten turniej zdominować. Pierwsze podium w karierze zaliczył nasz polski astronauta Dawid "Apollo 11" Kubacki. Nie spalił się i w końcu tego dokonał, a mogło być jeszcze lepiej! Z konkursu również może być zadowolony Stefan Hula. Ten natomiast uplasował się na piątej pozycji, swojej najlepszej w karierze i udowadnia, iż mistrz Polski mu się należy. Rozczarowaniem okazał się być po raz kolejny, niestety, Maciek Kot, którego cierpliwość się już powoli kończy. Z zawodów nie będzie również zadowolony Piotrek Żyła, który z wysokiej pozycji spadł na zaledwie 25-tą.

You May Also Like

0 komentarze