19 lipca 2017

Wspomnienia redaktorek SOK z LGP w Wiśle

LGP w Wiśle już niestety za nami, ale zawsze pozostają z nami siniaki od przepychania się pod hotelem wspaniałe wspomnienia. Nie inaczej jest z nami - pod skocznią w Wiśle Malince nie zabrało redaktorek Skoki Okiem Kobiet, które z tego wyjazdu przywiozły mniej lub bardziej barwne opowieści. Chcecie się dowiedzieć, co najbardziej zapadło nam w pamięć? Oto co najbardziej zachwyciło redaktorki SOK podczas LGP w Wiśle!

Julia
Moja historia tak naprawdę nie wydarzyła się w przeciągu trwania LGP. Miała ona miejsce w niedziele, gdy już zostały może dwie lub trzy nacje w Hotelu Gołębiewskim. Razem z moimi trzema przyjaciółkami przyszłyśmy pod tzn. „Gołębia” pożegnać się z koleżanką, która tam mieszkała. Wchodząc do holu, zobaczyłyśmy Joacima Bjoerenga ładującego telefon. Powiedziałyśmy mu ładnie cześć i poszłyśmy dalej. Zauważyłyśmy, że reszta Norwegów też wychodzi, więc wyszłyśmy przed hotel, żeby porobić sobie z nimi ostatnie zdjęcia. Naszej koleżanki dalej nie było, więc miałyśmy trochę czasu. Gdy już chyba każda dziewczyna pod hotelem miała zdjęcia, stanęli sobie z walizkami koło wielkiego filaru i rozmawiali między sobą. Podeszłam w podskokach do Roberta i przeprosiłam go grzecznie. Zapytałam, czy mogę go przytulić, a on się schylił i zapytał mnie „co możesz?”, bo nie zrozumiał, o co pytam. Nie dziwie mu się, mój głos był na skraju wytrzymałości. Spytałam więc drugi raz, ale tym razem również nie zrozumiał. W końcu wyciągnęłam do niego ręce, na co się uśmiechnął i mnie przytulił. Może to nic wielkiego, ale dla mnie to jest najlepsze wspomnienie. Gdy oglądam filmik, który moja przyjaciółka nagrała właśnie z tej sytuacji to od razu mam uśmiech od ucha do ucha. Mimo że na początku nie mogliśmy się dogadać :)

Em
Jednym z najlepszych wspomnień dla mnie, będzie zdecydowanie oglądanie treningów zamkniętych od wewnątrz. Swobodna możliwość oglądania rozgrzewki, odkrycie technicznych tajemnic przygotowania to świetna sprawa. Myślę, że mało kto, pogardziłby widokiem siatkarskich popisów Niemców, pomocy z piłką Stoecklowi czy nie oparł się oczkom, które co rusz przyglądały się każdemu na trybunach. Myślę, że to było świetne doświadczenie, które zostanie ze mną na zawsze.

Weornika 
Moim ulubionym wspomnieniem z LGP będzie jednak to, jak w piątek Grześ wychodził ze skoczni i ludzie chcieli sobie robić z nim zdjęcie itd. A jakas babeczka zaczęła podawać mu swoje dziecko, jakby był jakimś papieżem XDD a to dziecko trzymało w rączkach paczkę czipsów i podtykało tak Gregorowi pod twarz, a on biedny stal i nie wiedział, co ma zrobić.

Tysia
Moim najlepszym wspomnieniem (z tegorocznego LGP, jest to, że w ciągu dwóch dni udało mi się z zupełnie innej strony poznać Joacima Bjoerenga. Myślę, że każdy choć raz marzył o tym, by to skoczek pierwszy się do niego odezwał i właśnie mnie spotkało to w drugi dzień zawodów. Poznałam tego przekochanego człowieka od strony jego charakteru, a nie skoczka i mam nadzieję, że uda nam się jeszcze nie raz porozmawiać.

Maniusia
Trudno wybrać jeden wyjątkowy moment, bo to LGP było wyjątkowo neutralne i poprzednie wspominam znacznie lepiej lubię odwalać szajs i potrzebuję dziwnych sytuacji. Nie jestem osobą, która biega za skoczkami, sterczy pod Gołębiewskim no chyba, że po imprezie w stanie lekkiej nietrzeźwości czy prawie bije się o kartki z autografami, dlatego nie mam żadnej super historii typu 'X spojrzał mi głęboko w oczy, a Y przybił piątkę'. W związku z tym moim najlepszym wspomnieniem są wszyscy ludzie, z którymi miałam kontakt w Wiśle nawet wzrokowy. Bez nich trudno byłoby prowadzić obserwację na skoczni, a to bardzo się przydaje, w szczególności, kiedy musisz iść po kolejne piwo. No i oczywiście nie mogę nie wspomnieć o „Karczmareczce” zagranej na skoczni, dziękuję za spełnienie mojego marzenia. Na sam koniec powiem tylko, że Gregor Schlierenzauer wygląda obłędnie w bieli i, że wciąż nie mogę stwierdzić czy Alex Insam ma wiecznie wypieki, czy to może uczulenie.

Natalia
Moim najlepszym wspomnieniem z LGP było chyba, to gdy wraz z Tysią miałyśmy okazję oglądać trening skoczków na hali od wewnątrz, co było trochę innym doświadczeniem niż zwykłe obserwowanie ich na skoczni. Oprócz tego miałam okazję zamienić kilka słów z Maćkiem Kotem, który jest moim największym idolem, więc było bardzo miło.

Marta 
Szczerze mówiąc to, długo zastanawiałam się nad wyborem tej jednej odpowiedniej chwili, ale w końcu zdecydowałam się na moment, który już na długo będzie kojarzyć mi się z sektorem mediów na skoczni w Wiśle Malince. Miałam okazję robić zdjęcia skoczkom dla jednej z moich redakcji i spędziłam wspaniałe trzy dni z najlepszymi ludźmi na świecie za którymi już bardzo bardzo tęsknie. Są jednak dwa momenty, które najbardziej zapamiętam. W dniu kwalifikacji moja koleżanka namówiła mnie na wejście schodkami wzdłuż skoczni aż do wybicia z progu, bo "będziemy mieć lepsze widoki". Normalnie mogliśmy wjechać tam kolejką, ale wykiwały nas Janusze i Karyny  nie zdążyłyśmy zapisać się na odpowiednią listę. W końcu weszłyśmy na górę same, ale nie zrobie chyba tego nigdy więcej. Okropny strach przed zleceniem, ból w płucach i kolanach to nic, co chciałabym przeżyć jeszcze raz, chociaż pozdrawiam serdecznie panią, która przez mikrofon opowiadała o makaronie, robiła relację dla jednej z polskich telewizji. Drugie wspomnienie? Cóż, igielit trzeba było zraszać. Szkoda tylko, że nikt nie pomyślał, żeby tego zraszacza...nie kierować na media. W sobotę byłyśmy regularnie moczone przez organizatorów i musiałyśmy zwijać się w kulkę, żeby ochronić nasze aparaty. Spokojnie, mój przeżył :) 

3 komentarze:

  1. Super wspomnienia ! 💕 Aż żałuję że mnie tam nie było 😭 Wspomnienia Julki jest tak przesłodkiee 💞💞💞 A Marta dobrze,że uchroniłaś aparat bo zdjęcia nieziemskie 💪

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspomnienia świetne, a zraszacze docierały też do A8, mój aparat musiał być chroniony nie tylko przed wodą, ale także przed tłumem napierającym z każdej strony :-D

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Skoki okiem Kobiet , Blogger