16 lipca 2017

Jak to było i co się działo w Wiśle

Hej! Mogę z radością ogłosić, że w końcu wróciły skoki. Pewnie dużo z was oglądało od czwartku do soboty Letnie Grand Prix, które odbywało się w Wiśle. Miałam przyjemność być tam obecna, więc ten post nie będzie zawierał relacji z tego, co komentatorzy śmiesznego powiedzieli, a słyszałam, że dużo. Podsumuje dla was trzy dni zmagań.



Dzień pierwszy
Jak każdy wie, w czwartek po długich oczekiwaniach odbyły się kwalifikacje poprzedzone jedną serią treningową. Same kwalifikacje rozpoczęły się o 20:05, a na starcie stanęło 72 zawodników. Po długim czasie nieobecności w swoich kadrach na liście startowej zobaczyliśmy takie nazwiska jak Gangnes i Kranjec. Ten pierwszy, zajął bardzo dobre 4 miejsce. Miło się oglądało ich w locie. Emocje nie opadały do samego końca, a kwalifikacje wygrał Maciej Kot, który skoczył 128 metrów. Najdłuższy skok oddał jednak Simon Ammann. Wylądował on pół metra dalej od Maćka. Mógłby nawet to wygrać, gdyby nie lądowanie. Wszyscy bowiem doskonale wiedzą, jak Szwajcar ląduje.

Dzień drugi
Na szczęście konkurs w piątek odbył się bez żadnego problemu. No, może oprócz problemów Niemców, którzy musieli radzić sobie bez Richarda, a z Wellingerem, który nie skakał dzień wcześniej wyśmienicie. Większość konkursu prowadzili Norwedzy, w składzie Fannemel, Johansson, Gangnes i Tande. Dopiero w przedostatniej serii, Polacy zdołali ich wyprzedzić dzięki Dawidowi Kubackiemu, który skoczył 133,5 metra. Wtedy Norwedzy stracili całą przewagę nad reprezentacją Polski i na skoczni w Wiśle, rozległ się głośny krzyk, gdy po skoku Dawida Kubackiego przy napisie "Polska" zobaczyliśmy jedyneczkę. Polska utrzymała już prowadzenie do końca. Norwedzy zajęli drugą pozycję, a o trzecie miejsce biły się trzy zespoły: Austria, Słowenia i Niemcy. Reprezentanci Słowenii długo byli na najniższym stopniu podium, ale po dobrym skoku Andreasa Wellingera w drugiej serii i dzięki super spisującemu się Stephanowi Leyhe rzutem na taśmę wyrwali Słoweńcom trzecie miejsce i Milka boy znów mógł usłyszeć hymn polski zaśpiewany acapella.

Dzień trzeci
Na tym konkursie była chyba największa frekwencja. Mówiłam do mojej przyjaciółki, że po tak udanej drużynówce zawody indywidualne wygra Dawid Kubacki. Oczywiście przez wiatr odwołali serię próbną, a zawody rozpoczęły się nie o 17:30 tylko o 18:00. Pozdrawiam ludzi, którzy stali od 14:30 pod bramą. Zawody same w sobie oglądało się bardzo przyjemnie. Długo prowadził Kennetha Gangnes miód na moje serce. Była zacięta rywalizacja, a po pierwszej serii prowadził Maciej Kot z pół punktową przewagą nad Niemcem, Karlem Geigerem. Niestety nasz mistrz, Kamil Stoch nie awansował do drugiej serii i zajął on 31 miejsce dla skoczka pewnie najgorsze. Najbardziej jednak było mi szkoda Andiego Wanka. Jego rodzice przyjechali go dopingować, a on został zdyskwalifikowany za kombinezon. A wracając do konkursu, Kubacki po pierwszej serii zajmował szóste miejsce, a skończył zawody na zaszczytnym pierwszym miejscu. Za jego plecami uplasował się kolejno Maciej Kot i Karl Geiger. Bardzo dobrze się oglądało wczoraj skoki Niemca. Skocznia im. Adama Małysza w Wiśle po raz drugi w ciągu dwóch dni usłyszała hymn polski acapella. Najlepsze uczucie na świecie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Skoki okiem Kobiet , Blogger