25 marca 2017

Wielki Stoch i inni podczas konkursu drużynowego w Planicy


Skoczkowie i członkowie sztabów już poszli na degustację potraw z krajów skocznego cyrku, więc należałoby podsumować dzisiejsze zmagania. Planica jak co roku przywitała nas słońcem i pławiącym się w jego blasku Waltera tak naprawdę była to jego własna zajebistość. Jeszcze przed konkursem wszystkie oczy były zwrócone na drużynę polską, która w Pucharze Narodów wyprzedzała Austriaków o 226 punktów. Teraz możemy być już pewni, że nikt nie wyrwie Polskim Orłom zwycięstwa! Ale nie wyprzedzajmy faktów i przeanalizujmy wszystko tak jak Bóg przykazał po kolei.
Oczywiście zaczęło się od prezentacji ekip. Temat przewodni 'Mannequin Challenge'. Przystosowali się wszyscy oprócz Niemców, ponieważ Szanowny Pan Eisenbichler nie mógł się powstrzymać i zaczął machać wstyd i hańba na kolejne pokolenia. Austriacy i Słoweńcy ewidentnie zainspirowali się prezentacją Polaków z Vikersund. Ci pierwsi wymienili Stefana na Goldbergera który dzisiaj już się nie zataczał, brawo, drudzy zaś poszli o krok dalej i zamiast skoczków wystawili Gorana wraz z jego gangiem niczym z warszawskiej Pragi. Bardziej kreatywni byli Włosi, którzy zaprezentowali wszystkim imitację skoku, a także nasi zawodnicy, którzy pokazali, że w każdy element lotu wykonują perfekcyjnie.
Pierwsza seria należała do Niemców, który wyprzedzali Norwegię i Słowenię. Kiepsko zaczęli Polacy, którzy po skokach Żyły (220m) i Kubackiego (201m) zajmowali 6. pozycję. Jednak loty Macieja Kota na 240 metr i Kamila Stocha na 227,5 metra pozwoliły na zajęcie miejsca 4., tuż przed Austrią. Do drugiej serii przeszli również kolejno Japończycy, Amerykanie (dzięki skokowi wciąż poobijanego Kevina) oraz Czesi.
Druga część konkursu była już znacznie ciekawsza. Norwescy skoczkowie wyszli na prowadzenie już po skoku Roberta Johanssona i tak zostało do samego końca. Również Niemcy wykazali się niebywałą stałością i ani razu nie zeszli z drugiej pozycji. Swoje szanse bardzo szybko pogrzebali Słoweńcy, którzy spadli o dwie pozycje. Największa rywalizacja toczyła się między Austrią, a Polską. Po drugiej grupie przegrywaliśmy, ale do akcji znów wkroczył Maciej, tym razem ze skokiem o metr dłuższym. Tym samym nie pozostawił złudzeń Schiffnerowi, który chwilę wcześniej ustanowił nową życiówkę na 218 metrów. No i na deser zostało starcie tytanów. Najpierw skakał Kraft, który lądując na 251 metrze ustanowił nowy rekord skoczni będzie awanti z Johanssonem, a jednocześnie rzucił rękawicę Stochowi. I chyba niewielu z nas spodziewało się, że ten nie tylko ją podniesie, ale również z całej siły uderzy nią Stefana. Kamil poleciał na 251,5 metra i wyznaczył trzy rekordy: Letalnicy, swój własny oraz Polski. W wyniku tego nasi zawodnicy nie przerwali znakomitej passy i po raz kolejny zajęli miejsce na podium. To wystarczający dowód na to, że jutro podczas konkursu indywidualnego może zdarzyć się dosłownie wszystko! Dlatego alleluja i do przodu!

~Maniusia

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Skoki okiem Kobiet , Blogger