12 lutego 2017

Polskie Sapporo i kręcący wiatr

Witam was znowu w tę piękną zimową noc. Tak, noc, bo piszę dla was zaraz po konkursie w Sapporo, żeby potem nie zapomnieć tego, co się wydarzyło. O dziwo w dzisiejszych zawodach zobaczyliśmy więcej kibiców niż wczoraj wieczorem na skoczni Okurayama. Bardzo cieszy fakt, że liczną grupą znowu byli Polscy fanatycy tego sportu. Wiatr sprzyjał dzisiaj skokom, gdyż cały czas zawodnicy mieli wiatr pod narty.


Kwalifikacje poprzedzające konkurs wygrał nasz skoczek wzwyż, Dawid Kubacki przed Peterem Prevcem. Słoweniec skoczył kilka metrów dalej, ale nie wylądował telemarkiem, przez co dostał słabsze noty za styl. Pozwoliło to wygrać Polakowi z wczorajszym triumfatorem i zarobić kilka tysięcy. Jednak w konkursie nie było już tak dobrze, bo w drugiej serii zobaczyliśmy tylko trzech biało-czerwonych. Jak można się spodziewać, do serii finałowej zakwalifikowała się tylko najskuteczniejsza w tym sezonie trójka Polaków. Dobrze skaczący tutaj Jan Ziobro i Dawid Kubacki trafili nie niezbyt dobre warunki, przez co szybko lądowali. Czy ktoś wczoraj mówił, że Stoch stracił formę? Pokazał dzisiaj, że to tylko wypadek przy pracy. Z wielką przyjemnością oglądało się skoki Kamila. Same dziewiętnastki za styl w obydwu skokach to naprawdę klasa światowa. Wyprzedził on o 7,4 punktu Andreasa Wellingera, który swoją drogą miał dzisiaj bardzo ładnie ułożone włosy. Na najniższym stopniu podium stanął ten sam zawodnik co wczoraj, a mianowicie Stefan Kraft. Przynajmniej znowu się pośmialiśmy, jak Niemiec stanął obok swojego kolegi z fanklubu Bayernu. Ich różnica wzrostu zawsze jest śmieszna. W kwalifikacjach nie musiał brać udziału Maciej Kot, ale jednak oddał swój skok, ustanawiając rekord obiektu wynoszący 144 metry. W drugiej serii konkursowej jego wyczyn powtórzył wyżej wymieniony Austriak i Maciek znowu jest z kimś ex aequo. Markus Eisenbichler przy lądowaniu chciał pokazać swój debiutancki spektakl „Szczęśliwy niedźwiedź”, ale zamiast tego wyszedł mu „Desperacki szczupak” i nasz kolega trochę się potłukł. Teraz przed Lahti sobie odpocznie, bo do Pjongczang nie jedzie. Słabo dzisiaj wypadła jedna z papużek nierozłączek. Michael Hayboeck, który zajął dopiero 28 lokatę. Nie wiemy, co się stało z formą Michiego, ale mamy nadzieję, że wróci ona przed Mistrzostwami Świata, bo inaczej Austria traci pewny punkt w drużynie. Na niekorzyść Daniela Andre Tande i na korzyść Macieja Kota panowie zamienili się swoimi prześladującymi cyframi. Norweg w dzisiejszym konkursie został sklasyfikowany na piątej pozycji natomiast Polak na czwartym miejscu. Moją ulubioną chwilą podczas skoków w Sapporo jest moment, w którym zwycięzca zawodów podpisuje ekran kamery i w tym wypadku nie było inaczej. Kamil zostawił po sobie znak w postaci autografu. Dzisiaj mamy piękną pełnię. Tak mocno świecącą, jak nasi skoczkowie w tym sezonie. Kto nie oglądał dzisiejszych zawodów, niech żałuje i koniecznie oglądnie powtórkę. Tym sprawozdaniem zamykamy w tym sezonie rozdział Japonii. Następny mamy przedolimpijski przystanek w Pjongczang.


~ Julia 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Skoki okiem Kobiet , Blogger