14 lutego 2017

Polacy w Pjongczang i bociany w Korei

Nie wiem, co te kraje Azjatyckie mają w sobie, że są takie nudne, ale w pewnym momencie mam ochotę wyłączyć telewizor i iść spać. Tym razem w Pjongczang nie było inaczej. Jedno jest pewne, dobry sposób na uśpienie oglądającego kibica.


Kto normalny wymyślił skoki w środku tygodnia i to jeszcze w godzinach szkolnych? Zazdroszczę wszystkim, którzy mają ferie albo z jakiegoś innego powodu siedzą w domu i mogą oglądać zawody. Ja niestety nie mam tej przyjemności, ale nadrobiłam wszystko od razu, gdy wróciłam do domu. Teraz mogę stwierdzić, że oglądania dzisiejszych zmagań na bieżąco wam nie zazdroszczę, bo nie było na co patrzeć. Oprócz tego, że czek zgarnął Jan Ziobro, który skokiem kwalifikacyjnym ustanowił rekord obiektu, lądując między 134, a 135 metrem. Pewnie w jutrzejszym konkursie ktoś mu go odbierze, bo można tu dalej skakać, ale zawsze coś. Cieszy mnie bardzo fakt, że forma Janka idzie w górę, a przecież za półtora tygodnia Mistrzostwa Świata w Lahti. Najdłuższy skok jednak oddał inny z naszych rodaków, Kamil. W pierwszym treningu wylądował on na 142 metrze, w związku z czym przeskoczył skocznie o dwa metry. Organizatorzy w Korei to totalna żenada. Wczoraj biało-czerwoni nie mogli znaleźć swoich pokoi i niczego do jedzenia, a dzisiaj organizatorzy dali Kamilowi plastron lidera liderki Pucharu Świata... kobiet, Sary Takanashi. Nie wiem, czy mu było wygodnie, ale czuje totalną porażkę w kontekście organizacji Igrzysk Olimpijskich, które odbędą się już za rok w tym mieście. Najpiękniejszym widokiem dzisiejszych kwalifikacji był widok Anze Laniska stojącego na miejscu dla lidera. Słoweniec tak się szczerzył do kamery, że aż mnie szczęka zabolała. Można stwierdzić jedno. Kamera go pokochała, a że dzisiaj Walentynki to już w ogóle musi być true love. Komentatorzy Eurosportu tak zacięcie rozmawiali o tym, czy bociany żyją w Korei, że nie zauważyli, jak Pero Prevc oddał swój skok, po czym skończyli swój wywód, gdy na belce zasiadał Piotr Żyła i stwierdzili, że Słoweniec zrezygnował ze skoku. No można i tak, chociaż przegapić tak piękny skok to szkoda. Mamy nadzieję, że skoczkowie mimo tego, że nie ma, przy nich partnerek spędzą Walentynki bardzo przyjemnie. Oby nie za przyjemnie, bo jutro konkurs. Niestety godzina znowu jest, jaka jest, nic nie poradzimy, ale liczymy na więcej emocji i trochę bardziej wyrozumiałego operatora kamery, który pokaże nam więcej niż dzisiaj.


~ Julia 

1 komentarz:

  1. Organizacja organizacją ale te ujęcia z kamer są tak fatalne. Jednak tutaj w Pjongczang było zdecydowanie lepiej niż podczas ostatniego konkursu w Sapporo. Żałowałam, że nie założyli kamer skoczkom na kaski..

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Skoki okiem Kobiet , Blogger